Jolu, ta szarusia też ma puszysty ogon, zresztą cała jest futrem i to kłopot, bo trzeba byłoby ja szczotkować, żeby za chwilę nie była jednym kołtunem, a ja nie mogę się zbytnio spoufalać ze zwierzakami.
Soniu, ja to nawet pięć, sześć razy dziennie latałam na łopacie, bo 5 cm lżej przerzucić niż 15.

Przedwczoraj po prostu czuć było wiosnę w powietrzu, co najmniej połowa sniegu stopniała. Odśnieżanie się skończyło, zaczęła się ślizgawka, bo mróz wrócił i chyba szybko nas nie opuści.
Nad ranem jest pięknie, cicho, powietrze czyste, jasno od śniegu, a ja to lubię wstać skoro świt. Jak pada śnieg, to nawet muszę, bo ambulans przyjeżdża przed siódmą, a i kociaki, zwabione do piwnicy na mroźne noce, też o tej porze zaczynają harce i boję się, że dobiorą się do kabelków kotła.
Wokół nas wszystkie kominy dymią, często czym się da.

Gaz tylko u nas, chociaż kominkiem teraz często dogrzewam mojego zmarzlaka, ale drewno mam jeszcze nawet pięć lat sezonowane, to praktycznie bez dymu.
Te moje "kwiatki" jakoś niechętnie szaleją w śniegu, najlepsza zabawa jest tam, gdzie odśnieżanie.
Tobie też życzę zdrówka!
Grudzień był tak ciepły, że cebulki, przeznaczone do doniczek na tarasie, wysadziłam przed świętami w ogrodzie, a teraz żal mi się zrobiło, że nic nie będzie kwitło pod oknem, to kupiłam wyprzedażowe, nawet nienajgorsze cebulki i już siedzą w ciepełku do ukorzeniania. Bardzo jestem ciekawa tego eksperymentu.
W oczekiwaniu na wiosnę, najczęściej przeglądam zdjęcia narcyzów, ale nimi zanudzałam Was na wiosnę i mam nadzieję męczyć nimi i w tym roku, to trochę wspomnień lata.
A żeby przyspieszyć wiosnę, odrobina zapachu marketowego hiacynta.
Miłego weekendu!
