Dorotko, ja też przecież nie mam miejsca

To jest jakaś magia, że nagle powstaje nowa rabata tam gdzie był i miał zostać "nieużytek". Też jestem ciekawa jak długo wytrzymasz

Kiepskich róż należy się pozbywać. Nie dość, że martwią, to jeszcze zajmują cenne miejsca dla niekłopotliwych panien. Takie myślenie jest jedyne i słuszne

Dobrze, że już masz ustalony z góry plan co do Strawberry Hills. Wymienisz na coś innego, czy pozostaniesz przy tej odmianie, bo śliczna jest
Co do OBI, to chciałabym dodać małe sprostowanie: te, o których Dorotka pisze to były krzaczory podpędzane nitro chyba: duże i w pełni kwitnienia (też widziałam ludzi kupujących te "cuda"

). Moja Clair stała na stole wśród skromniejszych doniczek za 25 i 30zł i tam ją sobie wypatrzyłam, żeby nie było, że już kompletnie oszalałam, bo trochę na pewno
Aneczko, masz rację. Ale jakie śliczne te trendy

Mam dzięki nim 3 Edeny i na tę chwilę jedną Pashminę z jesieni i czekam na jej kwiaty. Czerwone mam dwie. Jedną jeszcze z początków różomaniactwa, więc nawet nie wiem co to za odmiana, no i ostatnio przybyło Piano, na które nie mogę się doczekać, nawet nie na kwiaty, bo do tego daleko, ale żeby chociaż zbudowało jakiś krzaczek, bo na tę chwilę to maleństwo. A pomarańczek już będę miała coraz więcej. Lady of Schalot już mam, ale nie skomponuję jej z kocimiętką (musi to cudnie wyglądać), bo mi się moje koty będą tam pchały. U mnie nadal brak żółtego (jeśli nie liczyć żółtawych środeczków u Crocus Rose
Danusiu, reklamować można i trzeba. Co prawda zdarzyło mi się to raz, więc weteranką nie jestem, ale jednak jest to logiczne. Wydajemy pieniądze na coś co chcemy a dostajemy towar gorszej kategorii. Jakbyś zapłaciła za śliczne czółenka a dostała w tej cenie zdeptane bambosze, to pewnie byś się nie wahała, co? Córka wie co dobre. Ja od starszego syna dostałam... hortensję ogrodową

Nie jest to moja ulubiona roślina, ale cóż, od serca dane, wybrzydzać nie będę. Mam jedną Eifelzauber, kupioną w zeszłym roku w ogrodniczym. Kolor kwiatu i śliczny krzew zrobiły swoje. Kupowana jakoś pod koniec lata nie miała okazji się wykazać, chociaż kwitła pojedynczymi kwiatami do mrozów. Ten rok też zaczęła kiepsko, bo wysforowała się już w marcu i potem odcierpiała tę swoją nadgorliwość jak przyszły przymrozki w nocy. Musiałam powycinać jej mnóstwo przemarzniętych świeżych pędów. Teraz grzecznie musi zaczynać jeszcze raz, ale dobrze sobie radzi a ja ją motywuję jak mogę, bo też mi się wydaje, ze to klawa róża jest
Tolinko, ja sobie co roku obiecuję, że będę kupowała tylko w donicach. I co roku jesienią i wiosną dostaję amnezji i zamawiam badyle. Ten rok jest (przynajmniej u mnie) szczególnie znamienny: niemal wszystkie jesienne i wiosenne "gołokorzenne" nabytki startują baaardzo, baaaaaaardzo powoli. Nawet nie myślę o kwitnieniu, czekam, żeby te maleństwa w ogóle stały się krzaczkami. Wiem, że róże potrafią niemal z tygodnia na tydzień ruszyć z 15cm na pół metra, ale na razie się na to nie zanosi. Donicowe nie ustępują starszym krzewom i czekam na kwiaty. Pocieszam się, że te malutkie za to potem będą silniejsze, skupione teraz na aklimatyzacji, w przyszłym sezonie będą królowały na rabatach. Mam nadzieję, że one myślą tak samo jak ja....
Daysy, dziękuję. Niech się spełni
