Początki - ogródek roslynn
- JAKUCH
- Przyjaciel Forum - gold
- Posty: 33423
- Od: 19 paź 2008, o 21:39
- Opryskiwacze MAROLEX: więcej niż 1 szt.
- Lokalizacja: Bytom
SABINKO ,ale z Ciebie tortowa artystka ,ale mi ślinka pociekła ,bo ja to taki łakomczuszek na takie rzeczy . Nie martw się jak go kupiłam to też zapomniałam ,ale przez forum to już zapamiętałam . Naprawdę trochę trudna nazwa . Miłej niedzieli i cieszę się z Twoich odwiedzin a fotkę peonii jak wstawisz jeszcze wpadnę do Ciebie
- roslynn
- 1000p
- Posty: 1091
- Od: 15 lut 2008, o 12:12
- Opryskiwacze MAROLEX: 0 szt.
- Lokalizacja: Kaszuby
Oderwałam się na chwilkę od forum i poszłam wypuścić psa na ogród. Nieszczęście się stało. W ogrodzie znalazł się jakiś kot i pies go dorwał. Nie udało mi się go uratować a przy okazji kot bardzo mnie podrapał i pogryzł w rękę.
Boli jak nie wiem co. Syn poleciał mi po maść z antybiotykiem, może będzie lepiej. Ugryzienie puchnie. Trudno mi nawet pisać.
kropelko, zapraszam na torcik, podobno jest smaczny
Iwonko, też zebiorę nasionka ostrospermum i fajnie, że na drugi rok będę miała swoje kwiatki
Tomku, nareszcie , powolutku i u mnie robi się dosyć ładnie, dzięki
Jadziu, fotkę wstawię może za dwa dni, tak podejrzewam, że wtedy powinno być już ładnie rozwiniętę
Taro, dzięki, jak faktycznie nic nie uda mi sie znaleźć to mozliwe, że się zgłoszę
Cynthio, tak jakoś jest że lubię stroić a nie lubię piec, może faktycznie siedzi we mnie jakaś artystyczna, mała cząstka
Boli jak nie wiem co. Syn poleciał mi po maść z antybiotykiem, może będzie lepiej. Ugryzienie puchnie. Trudno mi nawet pisać.
kropelko, zapraszam na torcik, podobno jest smaczny

Iwonko, też zebiorę nasionka ostrospermum i fajnie, że na drugi rok będę miała swoje kwiatki

Tomku, nareszcie , powolutku i u mnie robi się dosyć ładnie, dzięki

Jadziu, fotkę wstawię może za dwa dni, tak podejrzewam, że wtedy powinno być już ładnie rozwiniętę

Taro, dzięki, jak faktycznie nic nie uda mi sie znaleźć to mozliwe, że się zgłoszę

Cynthio, tak jakoś jest że lubię stroić a nie lubię piec, może faktycznie siedzi we mnie jakaś artystyczna, mała cząstka

-
- Przyjaciel Forum - gold
- Posty: 1483
- Od: 25 mar 2009, o 16:55
- Opryskiwacze MAROLEX: więcej niż 1 szt.
- Lokalizacja: 30 km od Kołobrzegu
Sabinko
bajecznie kolorowo zrobiło się u Ciebie, to nie ten sam ogród do którego przyszłam po raz pierwszy, wiele zmian i pracy.
Rozśmieszyłaś mnie opowieścią o trzęsących się rękach, patrząc na to dziewczę na zdjęciu przez myśl by mi nie przeszło że nogi ociężałe i ręce trzęsące.
A tort, to istne dzieło sztuki. Własnymi ręcyma go zrobiłaś?
Kusisz takimi pysznościami. Zdolna z Ciebie bestyja
Teraz dopiero doczytałam że podrapał Cie kot, co z ręką ? po kociakach długo się goi, i pod pazurami zarazki.
bajecznie kolorowo zrobiło się u Ciebie, to nie ten sam ogród do którego przyszłam po raz pierwszy, wiele zmian i pracy.
Rozśmieszyłaś mnie opowieścią o trzęsących się rękach, patrząc na to dziewczę na zdjęciu przez myśl by mi nie przeszło że nogi ociężałe i ręce trzęsące.
A tort, to istne dzieło sztuki. Własnymi ręcyma go zrobiłaś?


Teraz dopiero doczytałam że podrapał Cie kot, co z ręką ? po kociakach długo się goi, i pod pazurami zarazki.
Pozdrawiam Mirka
Moje wątki
Moje wątki
- roslynn
- 1000p
- Posty: 1091
- Od: 15 lut 2008, o 12:12
- Opryskiwacze MAROLEX: 0 szt.
- Lokalizacja: Kaszuby
Troszkę mnie nie było ale już dzisiaj mogę pisać
U lekarza byłam a jakze ale śmiesznie mi było bo całe załatwienie sprawy spadło na moją głowę. Myślałam, że to lekarz zglosi sprawę do sanepidu i tak dalej. Nic z tego.
Kazał mi iść do weterynarza i spytać się jaka jest procedura. Tak więc zrobiłam pierwszy zastrzyk przeciwtężcowy i poszłam do tego weterynarza. Była tylko żona ale powiedziała mi , że oni się tym nie zajmują, to lekarz musi zgłosić do sanepidu i wtedy oni wysyłają dopiero decyzję do weterynarza.
Pojechałam do domu, syn prowadził bo ja nie mogłam nawet zgiąć dłoni. W domu zadzwoniłam do siostry, pracuje w szpitalu. Siostra zgłosiła do sanepidu i dała mi telefon do instytutu weterynarii. Zadzwonilam do instytutu.
Pani powiedziała, że dobrze by było zbadać kotka nieboszczyka. Ale pies zakopał go pod budą i pilnował. Prawdę mówiąc nie wiedziałam jak go stamtąd wydostać. Niby mój pies i łagodny ale jak pilnował taką zdobycz to nie wiadomo jak mógłby zareagować. A kot potrzebny żeby stwierdzić czy ma wściekliznę czy nie.
Powiedziałam, że dam znać czy uda mi się go wykopać.
Potem pojechałam do szpitala na pogotowie do większego miasta bo u nas nie ma. Nie wiem po co ale siostra mówi, że jak dzwoniła do sanepidu to oni kazali. Na pogotowiu też trochę trwało. Zrobili mi opatrunek i zgłosili do sanepidu. Potem lekarz szukał adresu gdzie w razie potrzeby mam jechać żeby dostać zastrzyki przeciw wściekliźnie. Okazało się, że to aż w Gdańsku.
Poprosiłam o skierowanie. Właściwie nie chciał dać, powiedział, że tym zajmuje się sanepid. Zdenerwowałam sie bo w koncu co mnie obchodzą ich procedury, jeżeli mam jechać na zastrzyki to nie mam zamiaru znowu biegać i wydzwaniać od nowa i przechodzić przez to wszystko. Dał mi w koncu to skierowanie.
Pojechałam do domu i w końcu po zmyłce psa i szczuciem go kotletem, odciągnęliśmy psa od zdobyczy, razem z synem umieściliśmy kota w worku i schowaliśmy w piwnicy.
Zadzwoniłam do instytutu. Wczoraj rano przyjechali po kota i powiedzieli, że miesiąc trzeba czekać na wyniki badań. To mnie dobiło. A jak miesiąc to za długo i zachoruję?
Pani nie wiedziała i kazała dzwonic do sanepidu.
No to dzwonię do sanepidu i pytam sie czy miesiąc to nie za długo by czekać, a jak mnie szlag trafi?
Powiedziała, ze nie mam się denerwować bo wszyscy czekają około miesiąca i choroba jeszcze się nie rozwija w tym czasie.Mam nadzieję, że wiedzą co mówią
Jeżeli kot był zarażony wścieklizną to dadzą mi znać i pojadę na zastrzyki, jeśli nie to nie będą w ogóle dzwonić.
Tak więc czekam sobie na telefon i w międzyczasie łykam antybiotyki.

Podrapanie tak mocno nie bolało ale dosyć krwawiło za to ugryzienie boli bardzo mocno, dzisiaj już lepiej i opuchlizna trochę zeszła. Wydaje mi się , że kocisko zahaczyło o kości zębami bo wbił mi się mocno a na wierzchu dłoni nie ma tłuszczu, przez chwilę nawet wisiał na moim ręku wczepiony z całej siły. Biedaczek walczył o życie i w sumie nie mam mu za złe. Szkoda tylko, że nie udało mi się go uratować.
Pies też pogryziony przez kota i podrapany, teraz weterynarz przyjeżdża co jakiś czas i przez piętnaście dni muszą go obserwować.
No i koniec historii. Chyba już nie podejdę do żadnego kota
Dzięki dziewczynki za odwiedziny
Agnieszko, rabatka dalej jeszcze troszkę poczeka, ale pewnie nie za długo i dzięki za gratulacje
Edytko, ja naprawdę nie przepadam za pieczeniem, po pierwsze zbyt długo trzeba się bawić , po drugie zawsze boje sie, że coś nie wyjdzie
Cynthio, dzięki, posłuchałam bo sama się przestraszyłam
Jadziu, dziękuję, już wszystko ok
Nigello, nigdy nie miałam takich pelargonii, ciekawe jak będą wyglądać gdy się rozkrzewią
Mirko, jak robiłam torcik to łapska też mi się trzęsły. Zawsze tak jest jak robię dla kogoś. Za duży stres dla mnie
A ogródek faktycznie powolutku się zmienia ale powolutku
Haniu, goździki też mi się spodobały bo takie ładne rozkrzewione i sporo kwiatków jeden obok drugiego , no i widać je z daleka

U lekarza byłam a jakze ale śmiesznie mi było bo całe załatwienie sprawy spadło na moją głowę. Myślałam, że to lekarz zglosi sprawę do sanepidu i tak dalej. Nic z tego.
Kazał mi iść do weterynarza i spytać się jaka jest procedura. Tak więc zrobiłam pierwszy zastrzyk przeciwtężcowy i poszłam do tego weterynarza. Była tylko żona ale powiedziała mi , że oni się tym nie zajmują, to lekarz musi zgłosić do sanepidu i wtedy oni wysyłają dopiero decyzję do weterynarza.
Pojechałam do domu, syn prowadził bo ja nie mogłam nawet zgiąć dłoni. W domu zadzwoniłam do siostry, pracuje w szpitalu. Siostra zgłosiła do sanepidu i dała mi telefon do instytutu weterynarii. Zadzwonilam do instytutu.
Pani powiedziała, że dobrze by było zbadać kotka nieboszczyka. Ale pies zakopał go pod budą i pilnował. Prawdę mówiąc nie wiedziałam jak go stamtąd wydostać. Niby mój pies i łagodny ale jak pilnował taką zdobycz to nie wiadomo jak mógłby zareagować. A kot potrzebny żeby stwierdzić czy ma wściekliznę czy nie.
Powiedziałam, że dam znać czy uda mi się go wykopać.
Potem pojechałam do szpitala na pogotowie do większego miasta bo u nas nie ma. Nie wiem po co ale siostra mówi, że jak dzwoniła do sanepidu to oni kazali. Na pogotowiu też trochę trwało. Zrobili mi opatrunek i zgłosili do sanepidu. Potem lekarz szukał adresu gdzie w razie potrzeby mam jechać żeby dostać zastrzyki przeciw wściekliźnie. Okazało się, że to aż w Gdańsku.
Poprosiłam o skierowanie. Właściwie nie chciał dać, powiedział, że tym zajmuje się sanepid. Zdenerwowałam sie bo w koncu co mnie obchodzą ich procedury, jeżeli mam jechać na zastrzyki to nie mam zamiaru znowu biegać i wydzwaniać od nowa i przechodzić przez to wszystko. Dał mi w koncu to skierowanie.
Pojechałam do domu i w końcu po zmyłce psa i szczuciem go kotletem, odciągnęliśmy psa od zdobyczy, razem z synem umieściliśmy kota w worku i schowaliśmy w piwnicy.
Zadzwoniłam do instytutu. Wczoraj rano przyjechali po kota i powiedzieli, że miesiąc trzeba czekać na wyniki badań. To mnie dobiło. A jak miesiąc to za długo i zachoruję?
Pani nie wiedziała i kazała dzwonic do sanepidu.
No to dzwonię do sanepidu i pytam sie czy miesiąc to nie za długo by czekać, a jak mnie szlag trafi?
Powiedziała, ze nie mam się denerwować bo wszyscy czekają około miesiąca i choroba jeszcze się nie rozwija w tym czasie.Mam nadzieję, że wiedzą co mówią

Jeżeli kot był zarażony wścieklizną to dadzą mi znać i pojadę na zastrzyki, jeśli nie to nie będą w ogóle dzwonić.
Tak więc czekam sobie na telefon i w międzyczasie łykam antybiotyki.


Podrapanie tak mocno nie bolało ale dosyć krwawiło za to ugryzienie boli bardzo mocno, dzisiaj już lepiej i opuchlizna trochę zeszła. Wydaje mi się , że kocisko zahaczyło o kości zębami bo wbił mi się mocno a na wierzchu dłoni nie ma tłuszczu, przez chwilę nawet wisiał na moim ręku wczepiony z całej siły. Biedaczek walczył o życie i w sumie nie mam mu za złe. Szkoda tylko, że nie udało mi się go uratować.
Pies też pogryziony przez kota i podrapany, teraz weterynarz przyjeżdża co jakiś czas i przez piętnaście dni muszą go obserwować.
No i koniec historii. Chyba już nie podejdę do żadnego kota

Dzięki dziewczynki za odwiedziny

Agnieszko, rabatka dalej jeszcze troszkę poczeka, ale pewnie nie za długo i dzięki za gratulacje

Edytko, ja naprawdę nie przepadam za pieczeniem, po pierwsze zbyt długo trzeba się bawić , po drugie zawsze boje sie, że coś nie wyjdzie

Cynthio, dzięki, posłuchałam bo sama się przestraszyłam

Jadziu, dziękuję, już wszystko ok

Nigello, nigdy nie miałam takich pelargonii, ciekawe jak będą wyglądać gdy się rozkrzewią

Mirko, jak robiłam torcik to łapska też mi się trzęsły. Zawsze tak jest jak robię dla kogoś. Za duży stres dla mnie

A ogródek faktycznie powolutku się zmienia ale powolutku

Haniu, goździki też mi się spodobały bo takie ładne rozkrzewione i sporo kwiatków jeden obok drugiego , no i widać je z daleka

- Katarynka
- 500p
- Posty: 643
- Od: 1 kwie 2009, o 14:57
- Opryskiwacze MAROLEX: 0 szt.
- Lokalizacja: Borucin k/Raciborza


Teraz się kuruj!... No i bidulko... nie forsuj tej ręki w ogródku!!


Katarzyna, zapraszam