Mam problem z różą. Ładnie kwitnie, na liściach nie widać żadnych oznak chorobowych aczkolwiek w węzłach róża ma czarne zakończenia, przez które kwiaty opadają. Dodatkowo na tej samej róży wystąpiły jakieś nadżerki i czarne obwódki na płatkach kwiatów. Grzyb już chyba "płynie w jej żyłach"...
Kupiłam w lidlu różyczki. Takie niskie białe i różowe w jednej doniczce. Rośliny wyglądały zdrowo! Po tyg w domu coś je niszczy… wyglada to jak ZZ u pomidorow.
Róża stoi obok szczepek pelargonii i one również zaczynają gnić… czy jest sens pryskać je na choroby grzybowe?
Chciałam na wiosnę przesadzić róże do gruntu.
Moim zdaniem nie ma sensu ratować. Te róże to są jednorazówki nie przewidziane do dalszej uprawy. Kilkakrotnie próbowałam i nawet jeśli żyły to chorowały. I nie trzymały tej kompaktowej formy tylko rozrastały się bezładnie.
Nie wiem czym oni je w tych sklepach traktują ale często po przeniesieniu do domu padają.