Kasiu, jesienią będę kupowała cebulowe internetowo, w Biedronce i Lidlu. W Lidlu co prawda nie kupowałam, ale dziewczyny potwierdzają zgodność. Biedronkowe mam i są takie jakie być powinny

To już postanowione

Miejscowe ogrodnicze pójdą w odstawkę. Za dużo tam pomyłek. Mam też tak, że na pięć kupionych, jeden-dwa są pomylone
Dzisiaj będzie troszkę łzawo. Bo i dzień wstał zapłakany
Moniko, dzień był cudny

Słoneczko grzało jak latem. Dzisiaj niestety jest już zupełnie inaczej. Całą noc padał deszcz, w dzień niby 12-13*, ale odczuwalna chyba niższa. W każdym razie ja zmarzłam

Może masz rację i będą to White Parrot, ale miały być Blue
Aniu, rano obudziło mnie słońce zaglądające przez firankę i 12*, a potem było już tylko lepiej

O 16-ej jak wracaliśmy do domu, były 24*. Czego chcieć więcej? Tylko dlaczego tak krótko? Dzisiaj już całe niebo przykryte grubymi chmurami i zimno. A jutro ma być jeszcze zimniej
Ewuniu, co to byłaby za wiosna bez cebulowych. Przecież to one teraz królują w ogrodach. To dzięki nim, mimo że zimno i chmurno świat widziany jest bardziej kolorowo
Dzisiaj od rana miałam zaplanowany wyjazd na działkę. Co prawda miało być pochmurno i chłodno, ale nie sądziłam, że aż tak. Miałam tylko dylemat: rower czy autobus? Jednak rower....a może jednak autobus? No dobra, jednak autobus. Spakowałam torbę, ubrałam się i......nie, chyba jednak rower

Ostatecznie pojechałam rowerem, a torbę musiałam ponownie przepakować. Było chłodno, ale jak się zapięłam pod samą szyję, to było

Na działkach ani żywego ducha, tylko ja. Gdzieś daleko słychać jakąś piłę, albo inną maszynę, ale człowieka nie widać. Miałam od razu napić się kawy, ale zerknęłam tu, zerknęłam tam....I zarówno tu, jak i tam zobaczyłam spacerujące zaśluzowane towarzystwo. No, przecież nie będę piła kawy, jak mi obcy pożerają moje rośliny

W nocy padało, to ślimaki chętnie wyszły ze swoich kryjówek i wpadały prosto w moje łapki.
Teraz nareszcie kawa. Zrobiło się jakoś zimniej, założyłam grubszą bluzę i dodatkowe skarpetki. Siadłam w pobliżu domku dla pszczółek, ale one dzisiaj tak samo nieruchawe jak i ja

W wielu rurkach widać było wystające maleńkie główki, ale jakoś nie rwały się do wylotu. Później się troszkę rozruszały, ale to nie było to, co chociażby wczoraj.
Wczoraj było rojno i bzycząco. Ale wśród swoich murarek, zauważyłam też jakieś inne. Nie takie rudawe, tylko bardziej czarniawe i mniej kosmate....Co to jest? Przyjaciel czy wróg? Miałam wrażenie, że atakują moje rudaski. Na pewno atakowały

W pobliżu domku widziałam kilka par walczących ze sobą owadów. Nawet jedną taką parę rozdzieliłam. Już oczami wyobraźni widziałam, jak za rok wylęga mi się armia szkodników, a moich milusińskich nie będzie

.
Zrobiłam nawet zdjęcie takiego mordu, żeby rozpoznać nieprzyjaciela
I dopiero w domu, jak się zaczęłam przyglądać temu zdjęciu, to ze zgrozą uzmysłowiłam sobie, że to nie żaden mord tylko najpiękniejsza miłość

Jaką traumę musiały przeżyć biedne pszczółki, jak je tak bezceremonialnie rozdzieliłam
W sprawie obcych owadów napisałam do forumowej znawczyni i troszkę mnie uspokoiła, że to prawdopodobnie inny gatunek murarek. Dzisiaj było ich niewiele. Ale ogólnie było ich mało, to może tylko dlatego były mniej widoczne? Będę je w każdym razie obserwować, ale pozostawię już w spokoju
Na działce nie siedziałam długo, bo jednak było zimno i nie dało się nic robić, bo ziemia bardzo mokra po nocnym deszczu.
W związku z zapowiadanymi przymrozkami postanowiłam przykryć borówki, a jak starczy mi włókniny, to i róże. Miałam pojechać jutro, ale jutro Filip zdaje angielski, podstawę i rozszerzony i wróci do domu dość późno. A we wtorek ma ustny polski, więc co będę chłopaka odrywać od nauki? W końcu postanowiłam, że jednak pojedziemy jeszcze dzisiaj. Wyruszyliśmy o 18.30 Zaczęliśmy od borówek. Naszarpałam się z tą włókniną, naprzywiązywałam żeby nie odleciała. Na dodatek okazało się, że nie starczy mi materiału na róże

I dopiero teraz poszłam po rozum po głowy

Przecież to nie pierwsza Zimna Zośka w życiu moich borówek. Nie raz przeżyły przymrozki i nic im nie było. To dlaczego w tym roku je okrywam? Dlaczego akurat tego roku miałyby zmarznąć? Po chwili zastanowienia wszystko zdjęliśmy i przykryliśmy róże. Większość włókniną, ale kilka wiadrami i kartonem, bo już nie maiłam czym przykrywać

Do domu wróciliśmy już prawie po ciemku.
Ciekawe jak długo nas ta Zośka przetrzyma. Początkowo przymrozek miał być tylko we wtorek, teraz już pokazują, że i w czwartek
I tym optymistycznym akcentem, kończę moje zapiski i mówię Wam: Dobranoc
