Witajcie pod koniec tropikalnego weekendu

Wysokie temperatury, przerywane nieustannie deszczem

A na jutro dla odmiany zapowiadają... burze

Weekend zaliczam do wyjątkowo udanych, udało mi się przyciąć tuje, w tym sezonie obiecałam sobie powierzyć to niewdzięczne zadanie fachowcom. Niestety firmy, których efekty widziałam, nie mają aktualnie czasu. Nie szkodzi, parę stówek zaoszczędzonych i ok. 25 m. bieżących szmaragdów o wysokości 3 metrów przystrzyżone. Zostało jeszcze 40, gdyby nie to, że udało mi się przyciąć kabel, pewnie byłabym dalej z pracą

Przepraszam - bylibyśmy, bo przecież była to praca zespołowa - M. trzymał i przestawiał drabinę, bez niego nie odważyłabym się wchodzić.
Olu - witam Cię i również pozdrawiam

Powojniki mam strasznie marne.. Wielkokwiatowe, które pięknie kwitły wczesnym latem, zatrzymały się ze wzrostem. Akurat te na stanowisko nie powinny narzekać. Cudnie zapowiadający się Blue Light dopadł uwiąd albo coś podgryzło mu korzenie. Utopia w dalszym ciągu topi się na okropnie mokrej rabacie, muszę wreszcie się zebrać i poprawić mu stanowisko - chcę go zostawić w tym miejscu, tylko dać konkretny drenaż i lekko podnieść. Dość zdrowe mam dwa przy pergoli - Vyvyan Pennel i Purple Spider, dość dobrze radzi sobie też młoda Kugotia. Mam wrażenie, że clematisy to niestety rośliny nie do mojego ogrodu. Wilgoć, wysoki poziom wód gruntowy, w dodatku ogród szczelnie otoczony tujami... Mimo wszystko jeszcze się nie poddaję
Misiu - pelargonie jeszcze jakoś
zipią, ale fuksje...

Wypadałoby prysnąć chemią, pewnie by pomogło. Sadźce są piękne, podziwiam w okolicznym ogrodzie olbrzymi okaz purpurowego z nadzieją, że mój kiedyś też taki będzie
Dziś zacznę od Augusty Luise, która otworzyła kolejne kwiaty. Choć to róża wielkokwiatowa, wyjątkowo skradła moje serce
Tej bardzo zaniedbanej azalii chciałam się pozbyć
(przynajmniej z tego miejsca), ale ona robi wszystko, by tak się nie stało. Cały czas otwiera pojedyncze kwiaty:
Dalia Luna uwielbiana przez pszczoły. Choć co parę dni wycinam te przekwitnięte, spora ilość młodych zasycha w pączkach:
Lilka:
Tegoroczna Giardina - masa kwiatów na parterze, szykuje też pączki na pięterku
Pod lampą przy ścieżce mogę mieć tylko jednoroczne (brama i zimą śnieg) - w tym roku postawiłam na goździki letnie:
Kupiłam taką cudną sadzonkę, a tak zmarniała. W tym miejscu jedynie z nadmiaru wody... Niewiarygodne w przypadku hortensji, ale jednak możliwe

Hayes Starburst:
Jazz jeszcze malutki, ale już go lubię:
Za domem ukorzeniony z gałązki ligustr variegata. Fotka o znaczeniu tylko i wyłącznie dokumentalnym

Niezniszczalny. Przywiozłam sobie rok temu gałązkę od Mamy, wsadziłam do butelki z wodą i dosłownie na parę miesięcy o nim zapomniałam.
Louise Odier skromnie powtarza. Nie jest może okazem zdrowia, ale wypuściła sporo pędów, widać, że to róża pełna wigoru:
Przekwitające kwiaty Nieśmiałka mają tyle uroku, że na razie nie jestem w stanie ich ściąć:
Rabata różowa, nad którą czuwa niesamowita Eden Rose. Na powtórne kwitnienie na razie się nie zapowiada, ale to róża sadzona wiosną, a już ma ponad metr szerokości i wysokości:
Angielka - The Pilgrim. Sadzona baaardzo późno wiosną z nagim korzeniem, długo się zbierała. Nie spodziewałam się takiego efektu w pierwszym sezonie, zwłaszcza u angielki:
Nawet Lorce się podoba
...która turlała się, turlała, aż wreszcie wturlała się w rabatę
Żeby było sprawiedliwie, Licziemu też cyknęłam fotkę z Pielgrzymem w tle
