Natalio - bardzo obiecujące.
Tylko co z tego, jak przymrozki tuż, tuż.
Majeczko - też bym wolała, żeby poszły spać,bo jakby nagle przyszła zima to nie zdążą zdrewnieć.
Chyba dzisiaj też pościnam te wszystkie pączki żeby róże odpoczęły trochę przed zimą.
Zapowiada się strasznie długa ta zima, bo mrożna jesień to tak jak zima, ciągnie się strasznie.
Judyś - kupiliśmy kilka lat temu grzybnię / w żelu /na której pisało, że zawiera wiele grzybni i może wyrosnąć wszystko co możliwe, zaleznie od warunków symbiotycznych.
Przez te kilka lat pojawiały się sporadycznie jakieś niejadalne grzyby i zaledwie kilka sztuk grzybów jadalnych.
A w tym roku to prawdziwy wysyp.
Nazbieraliśmy w sumie 2 kg różnych grzybów a i to nie wszystko, bo malutkie i przerośnięte zostawiliśmy.
Ale nie powiem że to zasługa tylko grzybni, bo i przedtem pojedyncze egzemplarze się trafiały.
Więc albo się tak rozrosła ta dawna grzybnia, albo wspólnie dały taki efekt.
Co do rydzów to skłonna jestem twierdzić, że chyba to ta grzybnia, bo rydzów przedtem tam nie było nigdy.
W każdym razie zdziwienie i radocha ogromna, bo miejsce nie chemiczne i zdrowe a wieś dość daleko od miasta.
Ciekawe jak będzie w przyszłym roku.
Aniu - też zamierzam dzisiaj pogoglować trochę o nich i ewentualnie dopisać jakąś do listy chciejstw.
Warto mieć takich jesiennych róż jak najwięcej, bo to okres, który mało cieszy kwiatami a już po przymrozku to w ogóle.
Kasiu - dziękuję

bardzo i też się cieszę.
Będą dzisiaj do obiadu smażone rydze.
Jude rośnie w pąki i aż szkoda żeby przemarzły, ale co robić.
Słoneczko u mnie dzisiaj......nareszcie......i chociaż zimnica na dworze, to balkonik będzie w użyciu.
Przyszły latarenki ogrodowe, więc nastrój wieczorem będzie jak trzeba.
To zostawiam kilka różyczek / znowu

/ i biegusiem lecę smażyć rydze.
