Ewuś

aleś mnie rozśmieszyła tą sową

Posadziłam dziś tylko dwie hortensje, miałam pana, który montował kranik, potem pies prawie mi się zabił w ogrodzie, nagle słyszę pisk jakby go ze skóry obdzierali. Lecę, rzucając w biegu na prawo motyczką, na lewo rękawiczką, a on łapa podkulona, wzrok zbitego psa, ale żywy... Obejrzałam łapę, myślałam, że ugryzła go osa i myślę sobie "znowu spuchnie jak bulterier i będzie trzeba na zastrzyk pędzić". Ale chyba nic go nie ugryzło, tylko się o coś uderzył w swoich wariackich biegach. Prawie zawału dostałam słysząc ten przeciągły pisk - już miałam wizję, że może chciał przejść przez szparę w płocie i właśnie powoli odpada mu np. głowa... Za parę minut biegał z powrotem jak nówka

Od dawna z M. powtarzamy, że ten pies nie umrze śmiercią naturalną
-- Cz 18 kwi 2013 21:12 --
A ja ładnie poproszę następnym razem zdjęcia Twoich różyczek
