Już za kilka miesięcy zobaczysz dlaczego one tak bardzo cieszą.
Wiele mocniej, niż zwykłe, czteropłatkowce

Kierowca pijał mineralke, a ja kawę.
Piwa w drodze nie używamy


Ewuś Łódzka my oboje rozważno-romantyczni.

Tak w połowie. "Roki" jak mawia Krzyś, dają refleksyjność w żądaniach
i umiejętnośc dostrzegania małych przyjemności, często gubionych w tempie życia.
100-krotko, cieszę się, że trafiłaś na swą połówkę jabłuszka. :P
Grażynko, starałam się pokazać ładne widoczki, pomijając tragedię,
która była zaskoczeniem.
Przez kilka lat, dolina Skrutówki, była oazą dzikości i czystości.
Aż zastanawiałam się, czy nie przesiedlili tam nacji z Raby Wyżnej ( czystość iście opolska!)
Ale żeby zrobić tamte zdjęcia, musiałam przejść przez to:
Szambo-ścieki ze wsi Bieńkówka:


Krzysiu, a żeby ich ten bimber pokręcił w parkinsonowski sposób.
Albo, nie!
Żeby wysiadły wodociągi i żeby musieli pić te szamba z herbatką!
I kąpać się w tym cuchnąco- mlecznym nurcie!
Razem z tymi foliami po nawozach!


Agrażko, _oleander_, współczuję bardzo !
Isiu, żeby zrobić wcześniejsze zdjęcia, trzeba odejść kilka kilometrów od wsi.
Po prostu, trzeba minąć rzeczne wysypiska,
traktorowe zjazdy do zrzutu szamb i gnojowicy.
Uciec do miejsc, gdzie trudno dojść i dojechać...
Ale i wtedy, znajduje się takie coś:

Grażynko, Krzyś raczej dobrzeje

Ubrania mu się kurczą, bo chyba w zbyt gorącej wodzie je piorę.
Zresztą, moje tez się kurczą w tempie zjadania kiełbasek przez psy.

Psy dziś pożarły połowę naszych buraczków na słodkiej śmietance
i czerwone ziemniaki w łupinach. I..olały Eucanubę

Hmmm, nie ma tojednak jak prawdziwe jedzenia!

Gorzatko, odpowiedziałam już u Ciebie.
Moczenie, sadzenie i kopcowanie ,gdy mróz skuje ziemię.
Aszko, to wpatrywanie się ma miejsce wtedy, gdy psy nie dostają swojego jedzenia.
Zwykle siadamy do stołu w czwórkę. :P
" Dzieciaki" z michami, my z talerzami.
Sesja wyjazdowa, wymusiła jedzenie parami albo, jak wolisz - gatunkami.
Stąd " to liczenie kalorii" w oczach Leona.

Okropność!
Daluś, już jesień.
Złote stoki północne ale na południowych jeszcze zielone liście.
NOce chłodne, poranki mokre od lodowatej rosy...
Nellu, ale w katowickim podwórku był kosz na psie ee!
Tylko serca do zieleni, mieszkańcom zabrakło.
Oj, przydałaby sie tam nasza Ewa Krakowska!

Uroki Makowa Podhalańskiego , przy samym Rynku !
No, może 100 m od Rynku, przy głównej trasie.
