Romko 
przepis znalazłam w internecie...na jego bazie robiłam też z miętą.
SYROP Z CZARNEGO BZU
30 dużych kwiatów czarnego bzu (całych baldachimów) około 35 dag
3 cytryny
2 kg cukru
Kwiaty czarnego bzu zerwać w słoneczny dzień z krzewów rosnących z daleka od ruchliwej drogi. Następnie rozłożyć na białej kartce, aby wyszły wszystkie żyjątka. Białe kwiaty obrać z łodyg (można odciąć nożyczkami) i przełożyć do garnka...jak najmniej potrząsać kwiatami, najważniejszy jest pyłek kwiatowy. Cytryny umyć, wyszorować i sparzyć. Następnie pokroić w plasterki i położyć na kwiatkach (końcówki cytryn odrzucić).
1 litr wody zagotować i zalać nią kwiaty z cytryną. Całość przykryć i odstawić na 2 dni. Następnie wymieszać, przecedzić przez sito i odcisnąć kwiaty. Dodać cukier, razem wymieszać i zagotować. Następnie przelać do czystych i suchych słoików( wyprażyłam w piekarniku)...jak najmniejszych. Szczelnie zakręcić i pasteryzować 5-10 minut...przechowywać najlepiej w lodowce lub chłodnym miejscu. Gotowy syrop można dodawać do herbaty, wody i zimnych napojów...działa zapobiegawczo przeciw przeziębieniu, łagodzi też kaszel.
Z miętą też robiłam...na tę porcję dodałam porządną garść mięty. Raz dziennie zapobiegawczo dodaję do herbaty.
Jolka 
irysy jak zaczynają kwitnąć na liściach pokazują się brązowe plamy, przekopałam część na obrzeże ogrodu do zakątka z różnymi chorymi zdechlakami...więcej nie mam zamiaru ich sadzić, wyrzucić szkoda...niech sobie rosną na uboczu. Teraz nadają znowu że zima wraca, o tej porze nie powinno się już chyba nic szadzić...na wiosnę chyba Ty do mnie przyjedziesz, ja jestem uwiązana...ciężko się gdziekolwiek wybrać...

na emeryturze będę czasowa.
Wiosna w ogrodzie, róże mają liście....
peonia...wcale nie odpoczywa...
wierzba smocza też wypuszcza bazie...
