Edulkot - dzisiaj ranko oglądałam sobie twoje piękne albumy z Picassa. Bardzo to miło wspominam, ale nadziwić się nie mogę, że choć, jak piszesz, u ciebie jest patelnia, na której wszystko umiera z pragnienia, to jednak roślinność, zwłaszcza pnącza, są niezwykle bujne. Czy stosujesz jakiś system nawadniania, czy też tak ja ja stoisz godzinami z wężem w ręku i stale podlewasz? Zdradź mi proszę swój sekret takiej obfitości w tak trudnym miejscu
Ursulko, jakże ja ci zazdroszczę tej ogrodowej pracy. Ja przez ten mój niedobry kulas nie mogę na razie nic robić oprócz powolnego przechadzania się po ogrodzie. Ale idzie chyba ku dobremu, przynajmniej już chodzę. Jedziemy teraz na tydzień do Lądka na moją rehabilitację. Mam nadzieję, że będzie lepiej.
A na lilie już się nasładzam moja kochana koleżanko
Romciu, nie wiem, czy mówiąc o tym, że dobrze jest, iż na razie u mnie panuje zima, miałaś na myśli to samo co ja. Bo chyba trafłaś w samo sedno. Nie mogę w tej chwili jeszcze pracować w ogródku ze względu na ten mój wredny kręgosłup, więc pogoda zachowuje się tak, jakby czekała, że dojdę do siebie. Masz rację, to jest właśnie istotny plus tej całej sytuacji.
Kamyku, najgorsze jest to, że jeszcze mogą być mrozy, bo synoptycy ciągle nadają co innego i w sumie nie wiadomo, czy brać się już za porządki, czy czekać.
Misiu, ja także dzisiaj zajmowałam się parapetowcami, to znaczy fiołeczkami. Muszę je przed wyjazdem dobrze podlać, żeby nie padły podczas mojej nieobecności. Co prawda syn otrzymał instrukcje, co i jak, ale trochę się obawiam, czy wszystko kuma. I nie chodzi o to, że jest durnowaty, ale może nalać za mało albo za dużo tej wody. Sama nie wiem.