Witajcie!
Dzisiaj już sobie popracowałam na działce. Jednak po tak długim
nicnierobieniu szło mi to bardzo opornie.
Ruszyłam ostro, by po jakichś pięciu minutach stanąć jak zepsuta maszyna. Musiałam odsapnąć, wypić kawkę, by kontynuować, jednak już w znacznie zwolnionym tempie. W sumie w ciągu pięciu godzin nawywijałam tyle co kot napłakał. Ponieważ Misia została sama w pustym mieszkaniu, nie chcieliśmy przedłużać pobytu poza domem, by jej zbyt mocno nie stresować.
Mam nadzieję, że jutro też pogoda dopisze i powolutku będę dalej działała. Dzisiaj termometr w cieniu wskazał 17*, a słonko pokazało się dopiero koło południa. Było bardzo przyjemnie.
Jagusiu - to prawda, że Miśka biega po sąsiednich działkach, jednak na naszej spędza najwięcej czasu i nie ma dla niej świętości. Włazi wszędzie, goniąc motyle potrafi wyskoczyć wysoko i spaść tam, gdzie aktualnie zawisła.
Gdy była młodsza, często trudno było ją przywołać na czas powrotu do domu. Ostatnio już tego problemu nie sprawiała. Sama pilnowała, by przypadkiem nie zostać.
Coraz więcej kwiatków rozwija pąki, ale jest jeszcze dużo krokusów i irysków ledwo gramolących się z ziemi. Nie szkodzi. Dłużej będą cieszyły ich słodkie kwiatuszki.
U mnie już po niedzieli ma być ok. 20*, jednak ja niedowierzam prognozom długoterminowym, tym bardziej że wcześniej wieszczyli nawet przymrozki nocne i to z dość niskimi temperaturami. Pożyjemy, zobaczymy.
Mnie też nikt nie czytał w dzieciństwie, tato czytał bardzo dużo powieści dla dorosłych, czytał głośno, ale dla mamy, która w tym czasie zawsze miała coś do zrobienia. A ja i mój młodszy brat słuchaliśmy z zapartym tchem i obojgu nam zostało zamiłowanie do książek.
Wprawdzie tato nie czytał nam - dzieciom - ale opowiadał mnóstwo baśni, sypał zagadkami i wierszykami. W sumie miałam pod tym względem fantastyczne dzieciństwo.
Dobrze napisałaś. Ja też nie potrafię skupić się na treściach czytanych przez innych i to od chwili, gdy sama zaczęłam "połykać książki".
Marcinie - miło mi spotkać Cię w moim wątku.
Skoro tak
mówisz, to może i mojej Miśce uda się uniknąć kontaktu z ostrymi kolcami opuncji, za które raz jeszcze serdeczne dzięki. Mimo wszystko jednak umieszczę je w wielkiej donicy, tak na wszelki wypadek.

Misia skacze za motylami i ląduje w miejscu, nad którym zawiśnie i boję się o jej bezpieczeństwo. Taka ze mnie
cykora.

Jeśli zaś chodzi o dąb kanionowy, to ja wygooglałam takie info, że on jest nazywany żywym dębem, przy czym nie jest to jego polska nazwa odmianowa. To jest coś w rodzaju określenia jego cechy charakterystycznej.
Bardzo dziękuję za dodatkowe informacje, zdrówko przytulam i odwzajemniam.
Ewuniu - mój brat otrzymał szczepionkę Moderny, po której dwa dni chorował na coś na podobieństwo grypy. A ponieważ zaszczepiono go wcześniej, to trochę nas wystraszył. Na szczęście nic się nam nie przytrafiło.
Ewuniu, czy Ty pracujesz w szpitalu? Dyżur dwunastogodzinny to nie robota, to harówka. Współczuję. Ogród w Twojej sytuacji to fantastyczna hortiterapia.
Dziękuję za słowa uznania, ściskam serdecznie.
Halszko - dzisiaj to dopiero miałam frajdę, do tej pory czuję, że jakieś kości czy mięśnie posiadam. Przez zimę zapomniałam, że je mam.
Dzisiaj wysprzątałam jedną z największych rabat. Jedną jedyną, a czuję, jakbym całą działkę obrobiła.
Wprawdzie słońce pokazało się dopiero około południa, ale było ciepło, dziękuję.
Danusiu - myślę, że na Twojej działeczce też już jakieś kwiatuszki zakwitły. Kilka cieplejszych dni i nocy dało roślinom dużego
kopa.
Niedługo otrzymacie szczepionkę.

Nieco pewniej się poczujesz, choć niestety, nie całkowicie, bo i po dwóch dawkach niektórzy poważnie chorują. W dalszym ciągu trzeba będzie uważać.
Kochan, Ty nie ganiaj po mieście, tylko pojedź na działeczkę, a sama zobaczysz, że już na niej kolorów, czego z całego serca Ci życzę.
Stasiu - jedni mówią, że po świętach będzie jak w maju, inni wieszczą przymrozki, a jak będzie.... okaże się
w praniu.
Moje begonie też dostały ociupinkę ziemi, ale tylko poprószyłam, nie zakryłam całkowicie i tylko pilnuję, by codziennie delikatnie skropić je deszczówką.
Ojej! Szkoda, że nie możesz się zaszczepić.

Po takim zabiegu nieco pewniej można się poczuć, choć z tego co już wiemy, na covid zapadają również zaszczepieni.
Pozdrawiam wzajemnie i życzę miłej pracy na działeczce.
Iwonko1 - tak sobie pobaraszkowałam, że do tej chwili jeszcze owo baraszkowanie w kościach czuję. Ale nie narzekam, jest ekstra!
Szczerze mówiąc to ja właśnie "rzuciłam się na robotę", ale bardzo szybko mi przeszło i mocno zwolniłam. Mam czas, nie ma sensu się spieszyć.

Tylko działka tak brzydko teraz wygląda......
Słoneczko, za które serdeczne dzięki,

późno się pokazało, ale było ciepło, tak więc Twoje życzenie się spełniło i nich zaświeci nam wszystkim podczas kolejnych dni.
Dzisiaj kwiatuszki spały niemal do południa, ale takie zaspane też są ładniutkie. Tylko iryskom brak słoneczka nie przeszkadzał.
Niech Wam jutro i podczas całego weekendu piękne słoneczko zaświeci. 