Już wiem!!! Porter może być! Tylko wlany w połowie, albo pod koniec pieczenia. Daje leciutką słodycz i kolor. Bajka, mniam...
Raport:
Najpierw Szanownego M. powalił w drzwiach sam zapach "Co to na Boga tak pachnie???" Odp. "Męski obiad"

Potem słychać było przez dziesięć minut "Czy mogę ci jakoś pomóc?"

"Nie!"
Potem włączyły się skrupuły "Właśnie schudłem 3 kg, znowu dietę szlag trafi!" Bez komentarza :P
A na koniec dietetyczna goloneczka została wchłonięta migiem. Druga, z powodu wyrzutów sumienia, została zeżarta w połowie. Z samym chrzanem, bez kaszy, pieczywa, w ogóle bez dodatków. Chyba zabrakło czasu na delektowanie się
Jak tam było, tak było, ale
przepis autorski, nawet jeśli nieco zmodyfikowany, jest przedni! Mistrzostwo Świata!
Dopisek:
Szczególnie sprawdza się w taki dzień, jak dziś. Śnieżnie, zimno, mokro, wietrznie, parszywie

To na dworze. A w domku pachnąco, korzennie, smacznie i nawet nie tak tłusto, jak myślałam. małe goloneczki nie są aż tak strasznie tłuste, a i tak tłuszcz najpierw się wygotowuje, a potem wytapia i wcale nie musimy go jeść. Do tego samo mięsko, bez skóry, jest całkiem, całkiem

Mniaaam....