Cześć, cześć
Dawno z Wami nie gawędziłam w swoim wątku, aż dziw

.
Trzy pierwsze dni listopada zaduma nad przemijaniem, poniedziałek jakiś do niczego, wtorek - walka z Pocztą Polską w moim mieście, wszak miałam wysyłać agapanty. Ale w czym? Więc na pocztę, a tam... siwy dym, kolejka aż na ulicę. Więc do domu z myślą: pojadę później i kupię kartoniki. Pojechałam. Kartoników nie było. Listów przewozowych na paczki też nie. Pańcia kierowała mnie na żebry do Biedronki

. Wymiękłam. We wtorek jechałam do Gdańska wymienić książki niedaleko historycznej Poczty. Kartoniki były. Co prawda nie ten rozmiar, ale były. Listy też. Wróciłam do domu pakować. Musiałam trochę roślinom korzonki poskracać i liście w precel pozawijać, ale mam nadzieję, że agapanty przeżyją to drakońskie pakowanie. Nadać pojechałam czujnie na godzinę przed zamknięciem placówki. Nie było żywego ducha... Paczki poszły do
Keetee, Marysi Maski, Baasika i Sosenki. Reszta w czwartek.
A ja znalazłam w skrzynce przesyłkę od
Irminki z nasionkami werbeny patagońskiej

.
Irminko, dzięki.
Muszę Wam powiedzieć, że załamana jestem stanem
Wicka 
. Drugi miesiąc intensywnego leczenia mija, a poprawy jak nie widać, tak nie widać. Jutro znowu do weta, niech myśli, co z tym biednym kotem począć...
No i jak tu myśleć o ogrodzie, deszczyk go cyklicznie podlewa, wietrzysko stara się strącić resztę jabłek i liści z drzew.
A ja z radością witam Was i dziękuję, że mimo mojej opieszałości na forum licznie się zjawiliście.
Marysiu,
Ibra nabrała zwyczaju znikania w sąsiedzkich ogrodach i wstyd się przyznać, że nie mam dla Maćka jej świeżych zdjęć.
Justynko, z przykrością stwierdzam, że więcej moich bliskich jest po tamtej stronie niż ich odwiedzających w te święta... Coraz więcej zniczy do zapalania, coraz więcej miejsc do odwiedzenia...
Ten dziwny komunikat bardzo mnie zaniepokoił. Całe szczęście, ze zniknął i nie powtarza się.
No widzisz,
Margo, jak sobie przypomnę, ile lat przepychałam się przez te tłumy, ile razy porysowano mi samochód, to cieszę się, że teraz mogę wybrać dzień odwiedzin cmentarza.
Krysiu,
Ibra, po wycięciu zwiędłych dalii, posadziła się w balijce. A ja dziś w Gdańsku widziałam kwitnące, świeżutkie dalie w ogródkach...
Asiu, dzięki. Pomyśl, kiedy mogłabyś odebrać agapanta.
Agnieszko, dzięki za uznanie urody
Ibrakadabry. Ale Twoim kotom też jej nie brak.
A ten widok za szybą... jakbym widziała swoje koty, dziady proszalne.
Misiu, Twój agapant, to jeszcze osesek. Mój miał ponad 10 lat. Wszystko przed Tobą...
Koty wytłamszone, szczególnie biedny
Wicuś.
Żebyś wiedziała,
Ambo, żal nam lata i mnie i
Ibrakadabrze. Choć, kiedy sobie przypomnę jej małpie figle w zaspach, to już nie wiem, za czym ona tęskni...
Wiesz co,
Ruda? Zasługujesz na

. Latem zdążyłam rozdać połowę swojego zielonego stanu posiadania. I nie wiem, ile razy Cię pytałam, czy czegoś nie chcesz...

. A teraz musisz zaczekać do wiosny. Nie wiem, czy agapant, to roślina dla Ciebie. Latem powinien być na dworze, chociaż na balkonie, zimą w chłodnym pomieszczeniu. Na działkę pewnie go taszczyć nie zechcesz..., a może jednak? Ale to też wiosną (ewentualnie).
Jonatanko, dziękujemy i też pozdrawiamy.
Majowa, magiel jest nieziemsko ciężki, więc pewnie zostanie tam, gdzie jest, czyli jako mebel powitalny przy schodach wejściowych. Widzę, że szpetnie zardzewiał, muszę wymyślić sposób przywrócenia mu urody...
Dzięki Ci,
Wandeczko, za takie ciepłe słówka.
Dobrze pamiętasz, w balii były dalijki. To na czym siedzi
Ibrakadabra, to jeszcze nie wykopane kłącza. Dziury w balii sama zrobiłam wiertarką. Kiedyś rosły w niej funkie
plantaginea
, które lubią słońce. Nigdy tak pięknie nie kwitły, jak właśnie w tej balii. Nie wykopałam ich na zimę, licząc, że przeżyją i ... przeliczyłam się. Czy będzie Ci się chciało na jesień swoje wykopywać?
Wiesz,
Pell, faktycznie, niezbyt elegancko jest śmiać się z bidoka, ale zaiste wyglądał śmiesznie.
Żebyś wiedział
Michałku, że w tej niewielkiej kociczce olbrzymi charakter drzemie. I żaden inny kot nie ma takiej wyrazistej mordki i nie stroi takich min, jak ona

. Ale i za to ją uwielbiam !
Cześć,
Miriam, bardzo jesteś dzielna w tym nadrabianiu i w dodatku pilnie czytasz. Ale najwyraźniej przeoczyłaś wyprowadzkę całej masy roślin do innych ogrodów, w tym wielkiej funkii na Kaszuby. A róże mnie męczą i dręczą już trzeci sezon. Na razie przystopuję przy stanie 83 sztuk, choć Wandzia przekonuje mnie, że przy odrobinie dobrych chęci zmieszczę ich 150

.
Ubawiło mnie, że przypomniałaś historię z akantem. Jasne, że dobrze mieć źródło ewentualnego odzysku darowizny

. Ale z agapantem jest inaczej. Udało mi się obdzielić sporo osób, a i tak została polowa tej olbrzymiej bryły

. A drugi i trzeci egzemplarz ostał się w całości...

.
Gdzieś tam
Lisica tłumaczyła, że nie ma czasu na regularne prowadzenie wątku, a z doskoku nie widzi sensu. Grasuje więc bezkarnie po różnych wątkach i to jej najwyraźniej odpowiada.
Nazwy tej śmiesznej macierzanki nigdy nie znałam...
Gajowa 
, uznanie Ibrakadabry za Kocią Miss - to miód na moje serce

.
W najbliższym czasie postaram się o stosowną sesję fotograficzną.
Agu, dzięki za wizytę i troskę. Przy takim przemarszu frontów atmosferycznych spożycie środków od bólu głowy znacznie wzrosło, ale nie jest tragicznie. Liście jeszcze spadają, wiatr się uspokaja, byle nie padało - nie będę narzekać. Inwentarz odpowiedzialnie wygłaskany.
Pozdrowienia odwzajemniane.
Ty,
Sosenko piekielna nic już o pracy nie mów

, bo Twój ogrodowy pracoholizm stał się już przysłowiowy

Więc choć chwilkę sobie posiedź.
Aha, jeszcze tylko posadź agapanta, który dziś do Ciebie poleciał

.
Wiesz,
Edulkotku, że takich strasznych narzędzi musiałam użyć tylko przy dzieleniu agapanta. Inne dają się przedziabać szpadlem. No nie, skłamałam, łomu i siekiery używałam przy wykopywaniu miskanta olbrzymiego, faktycznie.
I co zrobiłaś z tą oporną różą, która nie dała się podzielić?
Od kiedy jestem uczestnikiem forum, uważam, że Polska jest stanowczo za duża. Tylu z Was chciałoby się poznać osobiście i poczęstować malinówkami...

.
Wiem, znam instynkty łowieckie kotów, ale strasznie mnie one wkurzają, kiedy ofiarą padają takie ładne stworzonka. Imponują mi jeże, bo się nie dają...
Tereniu, witaj nowy Gościu, fajnie, że do mnie trafiłaś.
Agapanty mam już z 10 lat. Zimę spędzają w domu w kuchni. Kwitną od paru lat rewelacyjnie, ale rosną i rozsadzają donice, więc od czasu do czasu trzeba przeprowadzić operację podziału, choć to operacja koszmarna. Muszę przyznać, że tak bardzo rośnie niebieski. Biały jest delikatniejszy i liście ma węższe.
Zaglądaj, ilekroć zechcesz, ja i koty zapraszamy serdecznie

.
To wysyłam, ale zaraz załączę zdjęcia, dzięki serdeczne za wizytę, zatem na razie - Jagoda