Przed chwilką zaczął sypać śnieg, a ja mam wyjść do ogrodu naciąć gałązek, postanowiłam ozdobić moją konstrukcję wianka. Przez ostatnie dni zimnica okropna wiatr znacznie obniżał temperaturę. Szybko przebiegałam jedynie napełniać karmniki w których tłok ostatnio dość spory więc ziarenka znikają. Szkoda, że ja tylko sikorki, wróble i gołębie rozpoznaję, przylatują jeszcze inne nieznane mi ptaszki.
Wando masz rację zbiera się bez sensu

Wczoraj robiłam porządki w innym pokoju, ileż ja ciuchów wyrzuciłam, a tak naprawdę tylko część wyrzuciłam, bo więcej zniosłam do piwnicy na przydasie

bo ja tnę z podkoszulków bawełnianych tasiemki, które później wykorzystuję do podwiązywania roślin. Taka oszczędna jestem
Gwiazdnicy nic nie szkodzi, raz wlezie do ogrodu to już zostaje na zawsze. To bardzo uciążliwy gość

trzeba koło niego cały czas klęczeć.
Kasiu moje bukszpany i tak długo broniły się przed ćmą do zeszłego roku. Bardzo szybko załatwiły mi ogromnego krzaka, nie przypuszczałam, że w przeciągu tygodnia tak zmieni swój wygląd. Tego wielkoluda musiał wyrwać traktor, bo ja nie dałam rady. I tak po jednym znikały od zeszłej jesieni z moich rabatek.
Jeszcze nie mam pomysłu co w ich miejsca posadzę, na pewno będą to roślinki z mojego ogródka, po prostu je przesadzę, na razie mam na myśli liriope lub lawendę, co będzie lepsze cały czas myślę.
Gwiazdnica paskudna sama wprosiła się na moje rabatki, nawet wiem od kogo ją przyniosłam- to zemsta sąsiada
Lucynko jak plewię to na kolanach, często zastanawiam się czym tak zgrzeszyłam

Kładę sobie specjalną podkładkę i zakładam nakolanniki, poprzednie szybko mi się zepsuły, próbowałam je reanimować, ale mój patent się nie sprawdził. Teraz zrobiłam sobie prezencik urodzinowy kupiłam dużo droższe nakolanniki, zaszalałam, ale mój M nie zaprotestował.
Musimy sobie prace w ogrodzie ułatwiać, bo bólów nie ominiemy, kości strzykają, człowiek jest mniej sprawny.
Bukszpanów mi bardzo żal, ale nie ma co ich trzymać, opryski nie pomagały, szkoda kasy, trzeba w zamian wybrać inną alternatywę.
Lucynko palny, wizję mam na przyszły rok, na pewno jakieś roślinki mi wpadną, no bo teraz się napatrzę w Waszych wątkach na piękne rośliny i chcica rośnie. A tak naprawdę chciałabym bazować na własnych roślinkach, na pewno pod łopatę pójdzie mała rabatka spod jabłonki tam rosną marne żurawki, przetrwały dwie tawuły spróbuję je reanimować w doniczkach. Posadzę w zamian bodziszki i właśnie liriope mi chodzi po głowie, które muszę przesadzić, tak naprawdę tą rośliną zachwycona nie jestem, kwiatuszki nie są okazałe, schowane w liściach, właśnie te listeczki podobne do trawy są jej największym atutem.
Lucynko ja też mam do mnie- "głupiej baby" też wieczne pretensje, gadam z nią głośno, a ona i tak swoje bez opamiętania na przekór sobie i wszystkim robi

a jak mój M mi powie, że dokładam sobie roboty, a sił mam coraz mniej, to ja jeszcze bardziej się zaprę i mu udowadniam, że zrobię. Dopiero po czasie jak na kolanach wracam ze zmęczenie do domu przychodzi zastanowienie
Aniu tak to stołówki dla ptaszków.
Moje zdjęcia Ci się spodobały, dziękuję

to wielka pochwała od wytrawnego fotografa
Wiatr nam bardzo utrudniał życie, cały czas jest na minusie, teraz sypie śnieg, a ja planuję wyjścia do ogrodu, muszę zrobić wianuszek.
Danusiu mój M miał dość słuchania moich narzekań i zadzwonił. Zaczynamy malowanie od poniedziałku. Więc ja dostałam tzw wiatru we włosy, wczoraj część ubrań z segmentów wyjęte, posegregowane, na razie jeden duży wór stoi do wywiezienia ( na pewno jeszcze się uzbiera więcej), musimy pokój przygotować. Najbardziej się obawiam o moje skorupy bo nazbierałam flakoników, filiżanek sporo, po co , na co

tak wszystkich nie wykorzystuję , okazjonalnie tylko pojedyncze sztuki, żal wyrzucić, a w piwnicy już brakuje miejsca na półkach.
Wczoraj upiekłam rożki orzechowe, które mogą długo leżeć, teraz obawiam się czy do świąt dotrwają, są takie pyszne, mój M to odpowiednio skomentował. Czuję, że tydzień świąteczny będę musiała odpalić trzeci bieg
