
Miło mi ,że czytacie i że się podoba.
Teraz głównie ten wątek będzie żył, bo działka teraz odpoczywa pod warstewką śniegu ( nooo dobra,będzie odpoczywać) a na parapetach wciąż zielono.
Zadowolona z mojej hodowli nie jestem, bo gdzieś był moment, że to zaniedbałam i zostawiłam samemu sobie, ale liczę że się przekaraskamy i na wiosnę wszystko odżyje.
Dość pusto jest na parapetach jak na moje wariacje, ale staram się opanowywać.
Zaglądnęłam dziś z aparatem do wszystkich po kolei. Bez zmian.
Koleusy, które powsadzałam do ukorzenienia klapnęły.Nie jest mi ich szkoda jakby tak nie wstały.
Zauważam zresztą coraz bardziej,że sadzenie w doniczkach zbiorczych to był zły pomysł. Najlepiej rosną jak nie muszą ze sobą konkurować. A teraz strasznie wysokie się zrobiły i wcale nie są efektowne.
Próbowały już kilka razy kwitnąć,udało mi się zebrać nieco nasion. Na wiosnę się okaże co będzie.
Póki co nic nie dosiewam z egzotyków(a kusi,bo sporo ich teraz w niskich cenach), bo widzę dalej że coś nie tak. Z kiwi i figi została jedna siewka figi,zobaczymy czy przetrwa.
Nie wiem co podejrzewać, nie widzę żadnych objawów, choć nie chcę krakać, ale chyba ziemiórki przyszły do mnie na zimowanie. Do diabła,skąd one się biorą? Nie było już żadnej.
Zrobiłam też wyprowadzkę starej ziemi,bo co sezon staram się ją wymieniać. Zostawiłam sobie kilka doniczek na balkonie i tak im dogadzam,że raz je zasuszę,raz zaleję wrzątkiem,a raz zamrożę. Na wiosnę jednak będę kupować nową ziemię. Można podpowiedzieć w tym temacie. Te co mialam okazały się dośc paskudne.
Sprawdzałam dziś jak ukorzenia się mój grubosz.
Nie ukorzenia się wcale. Pewnie dlatego, że kradziony

(Ale z rodzinnego domu, to można ).
Wypuścił cośtam z łodygi białego i tak sobie leżał na powierzchni a dziś go zakopałam i podlałam nawet sporo jak na grubosza. Puści albo nie puści, daję mu czas.
Awokado i glediczja dalej na zewnątrz.
W oszałamiających kreacjach wielowarstwowych z przeźroczystych butelek, włókniny, donic wypełnionych watą i styropianem, opętane sznurkami i patyczkami.Liczę, że pomagam im przetrwać.
Minęło już parę nocy gdzie było kilkanaście stopni na minusie, aż się zestresowałam czy dobrze robię, ale sprawdzałam drzewko na łodyżkach i jest wciąż żywe,zielone. Jednak ryzykować nie będę,szczególnie, że chyba znalazłam rozwiązanie.
Tato mój pomysł z garażem mocno skrytykował nawracając mnie , że jemu auto i wszystkie płyny zamarzają a ja w tą ciemnicę chcę wsadzić roślinę.Za to powiedział,że nie ma problemu jak chodzi o zostawienie go w domku na wsi przy jasnym parapecie. Nawet wyszło optymistyczniej niż myślałam, bo zadeklarował odwiedziny tam raz w mcu lub co 2 tygodnie, więc wleje mi tę kapkę wody o którą się martwiłam.
Nawet tak sobie pomyślałam,że granat tam może zostać, bo oni marzyli o drzewku, a warunki są fajne.Tylko nie wiem czy się z nim tak łatwo pożegnam

Zobaczymy.