Ewka36jj, tak, to były zdjęcia z czerwca, kiedy jeszcze było bardzo kolorowo. Teraz dzień w dzień pada, większość róż potraciła kwiaty. Tylko hortensje mają się dobrze, bo bardzo lubią wodę. Deszcz jest jednak bardzo potrzebny, bo poziom wód gruntowych znacznie się obniżył i wskazane jest ich uzupełnienie. Niestety wraz z deszczami pojawiła się czarna plamistość. Obrywam listki, ale to nic nie daje, bo kolejne dostają czarnych piegów.
Kropelka, ja już przetworów nie robię, strasznie nie lubiłam tej roboty. Gdy dzieci były małe, zajmowałam się tym co roku, ale teraz jestem już od tego wolna.

Zdecydowanie, tak jak ty, wolę pielenie chwastów.
Apus, szpaler dziewannowy musi wyglądać super. Ja mam z dziewannami tylko taki problem, że dolne liście są jakby dotknięte rdzą czy jakimś innym paskudztwem. Muszę je ciągle obrywać i wyrzucać.
renzal, och jak ja bym chciała, żeby mi M pospawał takie podpory do róż. U mnie wszystkie są kupowane. Właściwie nie mam takich porządnych żeliwnych podpór, bo są strasznie drogie, a przy tylu różach po prostu mnie na to nie stać. Ratuję się w wielu miejscach bambusowymi tyczkami. Ale do pnących to niestety nie wystarcza.
silvarerum, na drugim zdjęciu, ta lekko zwisająca różowa, to kanadyjka
John Davis, natomiast na pierwszym zdjęciu widać jasnoróżową
New Dawn oraz ciemnoróżową
Lagunę. Mam je posadzone razem przy pergoli i idealnie zgrywają się ze sobą z porą kwitnienia. Oto jeszcze jedno ich zdjęcie dla Ciebie. To jest ujęcie na samej górze pergoli.
Elwi, ja właśnie też gdzieś czytałam, że róże na własnym korzeniu są najodporniejsze na wszelkie przeciwności losu. Ja jako pierwszą ukorzeniłam
Artemis. Potem czyniłam wiele nieudanych prób i wreszcie znalazłam chyba najlepszy (u mnie) sposób. W sierpniu ucinam kawałek zdrewniałego pędu, wsadzam do ziemi do jakiejś miękkiej doniczki, na przykład po dużej śmietanie, i wkopuję do gruntu. Przykrywam polową butelki PET z dziurką na górze i zostawiam tak na zimę. Doniczka dlatego ma być miękka, że potem przy przesadzaniu na docelowe miejsce możesz ją przeciąć, nie naruszając korzonków. Aspirynę i Leonardo ukorzeniłam tą metodą. Taka sobie fajna zabawa.
