Witajcie.
Wreszcie wszystko działa i jest OK.
Deszcz nareszcie przestał padać ale płakać się chce po wyjściu do ogrodu.
Właściwie to już jest po różach, wszystko jak nie opadło to zgnite i wiszą smętne resztki kwiatów.
Widzę pierwsze oznaki pleśni i mączniaka na Madam Plantier.
Już wiem też, że z kilkoma odmianami pożegnam się na stałe.
Liliowce na razie idą w paki i mam nadzieję, że kiedy zakwitną to pogoda będzie lepsza.
Ale dość narzekań wracamy do kwiatów i letnich klimatów.
Aniu - RU to wspaniała róża.
Zniosła prawie tydzień opadów bardzo dobrze.
Tylko zewnętrzne płatki straciły kolor, ale reszta trzyma się dobrze i nic nie pleśnieje.
Zwiesiła tylko główki i czeka na słonko.
Na dodatek już wypuszcza następne pędy, żeby powtórzyć kwitnienie.
Ewka - przyznam, że mieszkasz w dziwnym rejonie.
Albo zima trzyma kiedy wszędzie już wiosna, albo masz lato, kiedy wszędzie zimno i deszczowo.
Muszę poczytać o dzikuskach, bo prawdę mówiąc to nic o nich nie wiem.
Dorotko - pustaczki są na prawdę urodziwe.
Może nie wszystkie od razu łapią za serce, ale nadrabiają ilością kwiatów i okresem kwitnienia.
Karolinko - dziękuję.
Staram się, żeby ten wątek nie był nudny.
Adrianie - witaj w moim buszu.
Oczywiście można, ale trzeba się trochę wysilić.
A to w dzisiejszych czasach, kiedy wszystkim brak czasu na wszystko nie zawsze jest możliwe.
Co do dolnych liści to w moim buszu jest to konieczne, inaczej wszystko by zagniwało i chorowało.
Ślepe pędy ścinam do połowy i wtedy większość wypuszcza nowe pędy.
Te które nie wypuszczają nic całkiem wycinam, żeby nie obciążały reszty.
Miło, że wpadłeś.
Aniu 55 - już zakwitły pierwsze liliowce, ale deszcz tak je zniszczył, że nawet nie ma sensu robić zdjęć.
Sezon rozpocznę, kiedy już pogoda się poprawi i zakwitną tak, jak mają wyglądać.
Póki co obrywam pąki z larwami muchówki, żeby się nie rozmnożyły, bo niszczą pąki i kwiaty.
Marysiu -

nie mam nic przeciwko a nawet jestem za.......
Ślązaczki skrzykniemy i zrobimy Polish Eden

.....pobijemy Anglików i będziemy słynne na cały świat.
Ale najpierw muszę wygrać w totka.
Iwonko - zgadłaś

, o to mi właśnie chodziło.
Czyli żeby z tej mojej pisaniny była jakaś korzyść dla innych.
Stasiu - cieszę się, że Ci takie prowadzenie wątku przypadło do gustu.
Spektakl był i już po, ale na pewno będzie następny......bo róże które mam powinny powtórzyć kwitnienie jesienią a niektóre będą kwitły cały czas.
Danusiu k - zaraz poszperam w necie i poczytam.
Byłabym bardzo szczęśliwa, gdyby moje NN znalazły wreszcie swoje imię.
Dziękuję

za zaangażowanie.
Aga - to larwy muchówki, które trzeba absolutnie i bezwzględnie niszczyć, nawet nie wyrzucać.
Przywędrowały ze stanów wraz z liliowcami.
Niestety żyją na liliowcach i trudno je wytępić, ponieważ składają jaja na korzeniach liliowców a larwy żyją w pędzie kwiatowym, zjadając pąki od środka.
Dlatego aby się nie rozmnożyły i nie zniszczyły nam wszystkich kwiatów trzeba bezwzględnie usuwać zdeformowane pąki zanim pękną i muchy wylecą.
Zaniedbanie grozi ich inwazja w następnym sezonie i możemy nie mieć na liliowcach żadnych zdrowych kwiatów.
Danusiu -

dzięki za zastąpienie gospodyni.
Geniu - tak to jest i nie ma rady.
Ale dobrze, że wszystko jest OK.
Liliowce te nowe zwłaszcza to rośliny ciepłolubne, hodowane przez hodowców w tunelach i szklarniach lub gorącym klimacie.
Dlatego w naszych anomaliach pogodowych trudno im wykształcić w zimne dni, prawidłowe kwiaty.
Ale może się w końcu ociepli i wszystko będzie dobrze.
Reniu - zaraz będą następne.
Majeczko - warto na RU poczekać, bo jest świetna.
Szkoda, że nie pachnie tak mocno jakby się chciało, ale coś za coś.
No to powoli kończymy róże, bo liliowce czekają w kolejce.
Ale gwarantuję, że róż nie zabraknie do końca sezonu.
Słodka
Bonica, dalszy cukierek, blady róż w pięknej rozetce, tak właściwie można by ją określić.
U mnie pierwszy sezon, a już kilka pędów z kwiatami i dobrze przetrwała te deszcze.
Przy takich ulewach jak były a potem gęstych lepiących płatki mżawkach poradziła sobie świetnie.
Pierwsze kwitnienie a już sporo pąków w klastrze, wygląda na przyszłościową, która na dobre zagości w kogrobuszu.
Złamany patyk wsadzony w ziemię bez doniczki, zapuścił korzenie i rośnie.
A więc dodatkowo dla porównania będzie drugi krzew na własnym korzeniu.
Ta róża sprawiła mi prawdziwa niespodziankę.
W zeszłym roku pokazała tylko dwa kwiatki, nieszczególnej urody, ale krzew nie ma prawie kolców.
Za to wyrosła dość wysoko i musiałam ją przesadzić.
Więc powędrowała jesienią w inne miejsce z nadzieją że przeżyje, przysypana tylko małym kopczykiem ziemi na zimę.
Jakie było moje zdziwienie kiedy wiosną przetrwały bez uszczerbku wszystkie pędy drobne a tylko dwa główne miały brązowe szczytówki.
Podcięłam delikatnie nie chcąc stracić krzewu i kwitnienia.
Opłacało się, bo pokazała takie kwiaty, że dech zaparło.
Potężne kwiaty, pachnące, odporne na deszcze i zimno lekko tylko zwiesiły głowy, nie poddając się szalonej pogodzie.
Nie wiem ile zrobi jeszcze kwiatów, ale jedno mogę powiedzieć - to róża warta inwestycji ze wszech miar - oczywiście w moim przypadku, gdyż na innej podkładce może już nie być taka.
Mój egzemplarz w każdym razie jest cudowną różą.
Oto moja primadonna
Tea Clipper.
Ta róża już była na wylocie -
Jasmina.
Dwa sezony z mizernym efektem, zaledwie kilka nieszczególnych kwiatów.
Słabo się rozrastała i tylko raz pokazała kwiaty.
No to sobie z nią pogadałam i pokazałam chętną na jej miejsce.
I poskutkowało

.........w tym sezonie mnóstwo kwiatów i kilka grubaśnych wypasionych pędów pnie się w górę.
Pąków mnóstwo w każdym klastrze i całkiem miłe dla oka kwiatki.
Sama pokazuje, że chce być kolumną kwiecia i tak będzie prowadzona.
Na szczęście nie zdążyła rozkwitnąć przed deszczami i mam nadzieję, że teraz pokaże się z najlepszej strony.
I następna moja
NN3.
Róża pnąca lub parkowa, kwitnie jeden raz.
Po kilka pąków w klastrze.
Przechodzi z koloru zielonkawego w biały przy pełnym rozkwicie.
Nie choruje, nie pachnie albo znikomo.
Kwitnie na dwuletnich pędach.
Wadą jest to, że nie znosi deszczu i pąki obkładają się pleśnią i odpadają.
Jeśli uda się jej otworzyć pąki szeroko widać żółty środek, ale rzadko się to udaje, gdyż wymaga w czasie kwitnienia słonecznej i ciepłej pogody.
Ma charakterystyczne czerwonawe kolce, dość długie i czepne.
