Grzesiu - witaj.
U mnie kwitną już dość długo.
Ale teraz deszcze skasowały mnóstwo kwiatów.
Trzeba będzie sporo wyciąć jak się rozpogodzi.
Piękne te twoje róże.
Jacku - no właśnie, dobrze że jest to forum.
Podobną historię miałam z kupiona rodgersja, która okazała się być różową wiązówką.
Roślinki tak wędrują po forum i zdarza się, ze wracają do byłego właściciela.
Aniu - tak to funkcjonuje.
Ale gdyby nie forum pewno nie mielibyśmy okazji poznać tylu ciekawych i ładnych roślin.
Marysiu - Goethe ma ich bardzo mało i nie są "zaczepne".
To typowe grube kolce oddalone od siebie w sporych odległościach.
Mnie też podskakuje ciśnienie na widok twoich rarytasów.
Ewka - święte słowa.
Powinna rosnąć w każdym ogrodzie.
Aguś - dziękuję.
Właśnie z tą myślą je opisuję.
Oczywiście to tylko moje z nimi doświadczenia, ale to już daje jakiś pogląd na temat danej odmiany.
Danusiu - masz rację.
A mój aparat już dogorywa.
Zrobił dla forumowych potrzeb chyba tysiące zdjęć i powoli wysiada w nim matryca.
Cóż.......nie ma nic na wieki.
Tej róży chyba też nie trzeba przedstawiać nikomu bo jest prawie w każdym ogrodzie, który ma chociaż kilka krzewów różanych.
W trudne zimy zdarza się jej podmarznąć, ale zawsze odbija i szybko dochodzi do siebie i słusznych rozmiarów.
Pięknie i niezwykle obficie kwitnie, długo utrzymuje duże kwiaty, nie straszne jej słońce ani deszcz.
Zdrowa, powtarzająca kwitnienie
Rosarium Uetersen.
Mój tegoroczny nabytek, następny pusty cukiereczek.
Średnio duże kwiatki, dużo pączków w klastrze, odporne na słońce kwiaty i całkiem ładny zapach.
Jak na pierwszy sezon to całkiem ładny krzewik się ukształtował i jak na razie rośnie zdrowo.
Mowa o
Sweet Haze.
Na pierwszy rzut oka można ją pomylić z Bonicą.
Ale nią nie jest, chociaż bardzo do niej podobna zarówno z kwiatów jak i z liści.
Dobrze przezimowała, cięta nad kopczykiem nie straciła żadnego pędu.
Jak do tej pory nie chorowała a to drugi jej sezon.
Kwiaty nieco większe niż u Bonici.
Zapach też chyba podobny czyli niezbyt intensywny, ale wyczuwalny.
Róża Tom Tom , bo o niej to mowa, ma już stałe miejsce i na pewno u mnie zostanie.
Czas teraz na moje NN, może ktoś rozpozna, chociaż wiem, że to bardzo trudne, bo jest wiele róż bardzo do siebie podobnych.
A więc nazwijmy ją
NN nr1
Przywieziona z Katowic róża rosnąca na dziko koło giełdy, ukorzeniona z patyka.
Kwitnie raz i robi klaster drobnych, pachnących typowo różanie kwiatów w kształcie winogronowego grona.
Robi pędy długości do 3 m, kwitnie tylko raz bardzo obficie na dwuletnich pędach.
Jest atrakcyjna tylko w czasie kwitnienia, potem znika z widoku robiąc tylko za tło.
Bardzo czepna i kolczasta, o drobnych haczykowatych cierniach.
Choruje dopiero w drugiej połowie sezonu, ale nie ma to wpływu na kwitnienie w następnym sezonie, ani na wzrost.
Róża raczej do dużych ogrodów, rozkładająca się na boki, pędy wiotkie, trudno dostępna, więc świetna na potężny żywopłot lub do zasłonięcia nieciekawego ogrodzenia.
Robi owoce, ale raczej pojedynczo i są bardzo drobne, w sumie nieciekawe.
Tą oznaczmy jako NN nr2.
Z kształtu przypomina różę parkową lub wysoką floribundę.
Powtarza kwitnienie bez przerwy aż do mrozów.
Zdrowa, dobrze się krzewiąca, długo utrzymuje kwiaty.
Są odporne zarówno na deszcze jak i na palące słońce.
Liście ciemno błyszczące, zdrowe cały sezon.
Zdarza się jej podmarznąć, ale u mnie zimuje od wielu lat bez kopczyka i zawsze dobrze odrasta kwitnąc obficie już w tym sezonie.
lekki zapach świeżości dodaje jej uroku.
Rośnie u mnie ponad 20 lat.
Dorasta do 170 cm nie cięta nawet do ponad 2m.
