Rety, ale miałam znowu dzień. Dopiero wróciłam do domu. Orzeszków już zostały marne resztki, ale cieszę się, że rodzince posmakowały.
Trzeba będzie robić je co jakiś czas, chociaż trochę jest z tym dłubaniny. Na razie nauczyłam się, że nie wolno nakładać ciasta na zimną formę, musi być rozgrzana! Tak jak nie leje się ciasta naleśnikowego na zimną patelnię.
SWEETY, już po zrobieniu zdjęcia posypałam jeszcze talerz z orzeszkami cukrem pudrem i zrobiło się jeszcze bardziej apetycznie.
WIOLU, oj, racja.

Tylko że teraz to już tylko kawka i fotelik, bo ostatnich parę orzeszków trzymam dla syna. Ale w najbliższym czasie zrobię więcej.
MARYSIU-DELOSPERMO, to ja Ci dziękuję, ogromnie mi miło. Musicie mnie kiedyś odwiedzić, moje drogie koleżanki z FO, wtedy orzeszki będą daniem numer jeden.
ELU, właśnie dowiedziałam się, że Ty w ogóle nie jadasz ciast i bardzo to podziwiam. Ale to jest pewnie przyczyna, dla której utrzymujesz sylwetkę nastolatki. Za to naprawdę dumna jestem, że te orzeszki wyglądają na tyle smakowicie, że skusiłabyś się na nie.
MISIU, tez masz taką foremkę na małe orzeszki? Wyobrażałam sobie, że one będą jakieś większe, a okazało się, że po zlepieniu mają rozmiary małych orzechów włoskich. Dlatego strasznie się trzeba przy nich nadłubać. Ale i tak uważam, że było warto. A za pomysł z nutellą bardzo Ci dziękuję, na pewno będą pyszne!
RENATKO, świetnie, podejrzewam, że znikną szybciej niż różne wymyślne ciasta.

A kiedy masz te urodziny?
NIUNIA, to już chyba z następnej tury, bo z tego talerza zostało sześć sztuk.

I nie chcę, żeby Ci ziemia zgrzytała w zębach, więc chyba jednak w osobnej przesyłce.
