Kasiu, w życiu nie zdążę. Nawet o tym nie marzę.

W dodatku mają być przymrozki i się zastanawiam czy jest sens sadzić.

Jak znam życie to u mnie będzie -6st skoro zapowiadają do -3.
Ewuś, syzyfowa praca i mam wrażenie, że drugim końcem grabi. Wczoraj część zagrabiłam do czysta, w nocy wichura, rano patrzę, pełno szyszek i igliwia.

Przecież to się można w d... ugryść. Mam dużo sosen-panienek i dlatego taki balagan. Gdyby byli panowie, to tylko w maju jak pylą, byłby klopot. Z liliami to tak jest, niby wiesz gdzie chcesz posadzić, a koniec końców wsadzasz gdzie indziej. Ja juz nie robię planów, bo bym w życiu nie skończyła. Patrzę tylko na kolor i wysokość.
Majeczko, to oczywiście pełno lilii ( no przecież mam zupełnego kręćka), 12 floksów, 4 maki, 2 piwonie, 3 jeżówki, łubin, geranium, liatra, 2 dalie, pysznogłówki, i jakieś drobiazgi typu iksja, nasiona kapusty i koleusów, begonie. Nie mam takiej lodowki, ale może jakoś dadza radę wytrzymać. W wiadrach się mocza iglaki, róze do przesadzenia, jakieś przypadkowe wykopki i mnóstwo ostróżek. Trochę jestem przerażona, bo u mnie wsadzanie to nie tak hop-siup, dziurka i sadzimy. To cała operacja wymiany ziemi i karczowania lasu. Trochę sobie narobiłam kłopotu. Ale kto wiedział, że się zjadą wszystkie naraz.
Pipio, to prawda, wyglada jak w małej hurtowni.

Mam nadzieję, że będzie pięknie. Ciuch ostatnio... nie pamiętam.

Miałam kilka dni temu kolejne 18-ste urodziny i M mnie zabrał do miasta na zakupy. Przelecieliśmy sklepy, stwierdziłam, że nic mi się nie podoba i pojechaliśmy do ogrodniczego.
Julka, dokładnie tak. Jak patrzę to juz jestem zmęczona.

Gdyby nie wizja kwitnącego ogrodu dałabym spokój.
