aguskac pisze:(...) skoro dziecko wg nich było nieodpowiednio ubrane to jakim prawem wlokły je na dwór??? Spytaj p. inspektor czy nauczyciel może wziąć na spacer dziecko, które jest nieodpowiednio ubrane...
Poddałaś mi,
Aguś, szatański plan: składam pisemną skargę na wielokrotne lekceważenie
mojego ustnego zakazu ciągania dziecka na ichnie "spacerki", a jednocześnie nie będę zostawiać
w szatni ciuszków Marysi: kurtkę i buty będę zabierać do auta. Z Łukaszem robiłam tak przez całą
zerówkę, ponieważ woziłam go tylko na godzinę, potem na półtorej - na zajęcia - i żeby nie szukać
pani szatniarki po całej szkole, zabierałam jego rzeczy z sobą. Chociaż... moja mama mówi:
"No, co ty; a jak weźmie ją w kapciach?"
Nie, no wydaje się, że to raczej już nie możliwe.
A dzisiejszy dzień przepiękny, słoneczny - choć z dość zimnym wiatrem - spędziłam z dziećmi na dworze;
niewiele porobiłam, ale choć troszkę sprzątnęłam po ostatniej wichurze. No i poobserwowałam roślinki,
które jeszcze kwitną:
widać, że marcinki wypuszczały cały czas nowe pędy, bo listeczki zieleniutkie i kwiatuszki świeże:
ostatnie lwie paszcze jeszcze się dzielnie opierają nieuniknionemu
Pigwowiec także zakwitł we wrześniu i cały czas ozdabiają go prześliczne, karminowe płatki
Różyczce też udało się rozwinąć ostatnie pąki, choć maleńkie, ale zakwitły:
Kolejne pąki już pewnie się nie rozwiną - szkoda:
Anemony wysadzone w październiku:
No i dwuletnia sosenka:
Zapomniałam uwiecznić sosenki tegoroczne, obym jutro nie zapomniała.
I jeszcze pożegnanie słoneczka:

I to by było tyle na tyle
-- 21 gru 2011, o 01:00 --
aguskac pisze: Ucałuj Marysię, mam nadzieję, że już czuje się dobrze...
Dużo lepiej, Aguniu, na tyle, że mogłam całą trójkę wziąć na dwór.

Prawie nie kaszle,
ale do szkoły już do świąt jej nie puszczę, nie ma mowy.
imer pisze:Oster co racja to racja, mała znowu chora, niby od koleżanki z klasy dowiaduje się człowiek co przerabiali w danym dniu na lekcjach i siedzi z małą wieczorami i to przerabia, ale jednak w szkole zawsze inaczej. Przydało by sie kilka dni mrozu, zeby powybijał część tych wirusów co lata gdzieś w powietrzu.
Remi
U mnie dochodzi jeszcze fakt, że Natalka nie nadąża z programem i wiele z tego, co robią na lekcjach
musimy robić w domu oprócz zadań domowych. Codziennie dobre cztery godziny albo i lepiej z dwójką. Dochodzą
zajęcia z Marysią, którą wprowadzam powoli ze świata głosek do świata liter. Uwielbia tę zabawę i ciągle się
dopomina o swój czas ze mną. Choćbym padała na buzię, nie mogę jej zawieść
I tak dzień za dniem, szkoła, lekcje kolacja, spanie... w koło Macieju.
aguskac pisze:Mogę tylko dodać, że to co przerabiają w podręczniku to tylko kropla z tego czego dzieci się uczą. Uzupełnić książkę na dany dzień można w godzinę, a pozostały czas wypełnia im nauczyciel rozmaitymi zajęciami i tego nie da się "nadrobić"
Aguś, dokładnie, jak mówisz. Ale mnie przeraża fakt, jak bardzo naładowany treściami jest program
w pierwszej klasie i najróżniejszymi tematami. Wiele dzieci za tym nie nadąża. W moich czasach mieliśmy
elementarz Falskiego, zeszyt w trzy linie i to wystarczyło. Potem dochodził zeszyt w kratkę i nauka szła.
Na elementarzu tym pracuje z Natalcią i powiem Ci, że świetnie jej idzie. Tematy związane
z wprowadzaną literką mają swoją strukturę, są jednowątkowe, a dziecko może podążać za nauczycielem
nie obawiając się zagubienia. W podręcznikach i domowniczkach aż roi się od najróżniejszych tematów,
nie ma w nich żadnego ładu ni składu.
Poprosiłam panią wychowawczynię, by nie wymagała od niej globalnego czytania, skoro dziecko ma
trudności z syntezą głoskową - tego się nie przeskoczy ani na siłę nie wciśnie. Dopóki ma z tym trudności -
nie chcę, by karierę szkolną zaczynała od zniechęcenia do nauki. Szkoda i jej, bo widzę, jak bardzo się stara
i zniechęca się coraz szybciej widząc swoje trudności.
Jeśli dziecko zaczyna mi płakać przy lekcjach - na początku pierwszej klasy - to już jest niedobrze.