Madziu,

wczoraj padł mi internet i nie mogłam Ci odpowiedzieć.
Z tym paleniem to przepisy są takie , jak wszędzie.
Ale wiadomo, na wsi nim się kto zorientuje, to już spalone.
Osobiście nic nie palę. Mam taki rozdrabniacz do gałęzi i cieńsze dają się roadrobnić, a później mam z tego kompost lub ściółkę. Grubsze z drzew liściastych - do kominka, a z iglastych na razie na obrzeża rabat. Z czasem mam nadzieję, że samę się rozłożą tak jak się rozkładają takie drewniane płotki.
Na początku, gdy dom był budowany, to budowlańcy palili wszystko, co się dało, ale wtedy to w większośći dookoła były same pola i tylko gdzieniegdzie budowa. Ty masz bardziej skomplikowaną sytuację, bo wokół już mieszkają sąsiedzi .
Można też zamówić jakiś transport i wywieźć te gałęzie na wysypisko.
Kaniu,

wcale tak dużo róż już nie kwitnie. Sporo ścięłam już dawno do wazonów, a te jeszcze się uchowały.
Bonica jest dobrą różą na mój klimat. Chociaż po tej ostatniej zimie też musiałam ją mocno przyciąć.
Ale na ogół dobrze wytrzymywała chłody i często zachowywała po zimie zielone łodygi.
Jak na nią trafisz, to warto kupić.
