Soniu takie są właśnie minusy posiadania działki. Wszystko trzeba robić w ciągu krótkiego, szybko lecącego weekendu.
Ewa za dużo. Nie zdążyłam.
Lucynko planów na garden party nie mam. Nawet jeszcze grilla żadnego nie planuje. Nie byłoby kiedy go rozpalić.
ZUza właśnie po przeczytaniu Twojego posta, przypomniało mi się że miałam obfocić biały bez i porównać pąki. Kurczę, zapomniałam. Eh.. dzień z gumy? Gdybym mogła wybrać sobie jeden dzień w tygodniu, który byłby z gumy.. było by super, byłaby to sobota. Magnolie dzisiaj całkiem poodkrywałam. Ponad 12 stopni. Nie chcę żeby się zapociły. Alexandrinie podrosły pąki. Lennei Alba i Galaxy na pewno nie zakwitnie. Galaxy to ma chyba najmniejsze te pączusie.
Dorotko jak zdzierasz darń? Łopatą, czy ręcznie rwiesz?
Jestem dzisiaj tak padnięta że nie chce mi się nawet po picie wstać. Pośladki bolą jakby mi ktoś wtłukł. Nawet nie wiem od czego. Od kucania i wstawania nie, bo to bardziej uda by bolały. Oczywiście dzisiaj nie udało mi się zrealizować planu działania. Nawet nie tknęliśmy farby. Pogoda była piękna i idealna na malowanie. Ale sąsiad się zapytał czy nie potrzebujemy kamieni. No a że my potrzebujemy ich dużo to poszliśmy je przytargać. Jak się przekonaliśmy jakie są ciężkie to nie było mowy o przeniesieniu ich do nas. Jeden był taki fajny, nawet na linie go ciągnęliśmy. Ale zaklinował się między jednym kamienie ma drzewem. We dwójkę ciężko takie ciężary dźwigać. Nie wiele Emowi pomogłam w tej kwestii no i nie udało się tego kamora wyciągnąć. Nic straconego. Coś będziemy myśleć. Powoli, powoli i wyzbieramy te kamienie od sąsiada. A ten będzie szczęśliwy bo mu porządek zrobimy

.
Wzięłam się za truskawki. Jeja normalnie je dzisiaj przeklnęłam. Tak się rozpanoszyły, że nie mogłam w ogóle zrobić porządku. Bujałam się z nimi z dwie godziny. Tragedia normalnie. W tym roku już je będę mogła skosić.
Wzięliśmy się też za drugą rabatę różaną, która ma być nad basenem. Zostawiliśmy to jednak w spokoju póki nie staną kraty. I całe szczęście, bo potem przemyślałam że przesunę te kraty jeszcze z pół metra w inne miejsce.
Em się wziął za rabatkę rhododendronową. Tu to dopiero jest roboty. Zrobił 1/4 i mu się odechciało. Nie ma się co dziwić. Nawet nie pisnęłam żeby jeszcze pokopał. Powoli jakoś się z nią uporami.
Skalniak przy furtce też już bez chwastów

.
Rozłożyliśmy po dołkach krecich świece. Ciekawe czy te małe paskudy uciekną. Oby. Bo zrobiły nam roboty na trzy wielkie taczki ziemi.
a propos ziemi, przywiozłam sobie donicę na moje floksy i iryski. Jutro pójdą do ziemi i nie będę się już tak o nie martwić

.
A dzisiaj opracowałam nowe przysłowie : Nie śmiech się z tego co Tobie nie miłe.. . Dziś jak rozkładaliśmy włókninę to wpadłam w dół pod różę. Jeszcze tak palca zbiłam o kamień przy tym że szok. Em się rechotał jak żaba w stawie. A potem sam wpadł. To się chyba karma nazywa

.