Elu W sobotę wykonałam 90% zaplanowanych prac ale, że w środę mam urlop

dokończę to, co nie zdążyłam.
Doba u mnie co raz krótsza choć wydawałoby się, że dnia przybywa. Berbeć nie chce zasypiać sam więc mam pół godziny wieczorem ucięte a to odbija się na całym harmonogramie.
Wituś Widok wiosennego nieba oraz soczystej zieleni jest niesamowity ale martwi mnie Twoje zapylanie. Mam nadzieję, że nie ręcznie

Już wyobrażam sobie jak w rytm muzyki idziesz i potrząsasz krzaczkami a po 4 godzinach wracasz na początek i trzęsiesz od nowa
Przepraszam, wiem, że to nie śmieszne ale słońce przygrzało i takie głupoty mi po głowie chodzą.
Jestem pod wrażeniem Twoich zagonów truskawki i cebuli. Może to słabe okulary, ale wydaje mi się, że wyplewione na maxa
Przykro czytać, że poniosłeś takie straty

O ile dobrze pamiętam w zeszłym sezonie też miałeś taki problem ale sadzonek chyba nie straciłeś. 80 roślin to ogrom Twojej pracy, serca i pieniędzy. Dobrze, że miałeś co posadzić i częściowo nowe nasadzenia zrekompensują straty.
Ale choróbsko opanowane?
Ogród ozdobny pięknie rośnie a przedostatnia fotka
Beatko Już wysadzone towarzystwo?
Podoba mi się Twoja konsekwencja w działaniu i na pewno na tym nie stracisz. Teraz jest najlepszy czas- ciepło, noce z przyzwoitymi temperaturami a do tego jeszcze nieco deszczu ma być u Ciebie. Twoje pomidory i papryki ruszą z kopyta a moje muszą się pozbierać po chłodach Sofiji
Chcieliście relację? Proszę bardzo.
W sobotę ostatnie sadzonki pomidorów i papryk pojechały na wieś. Myślałam, że będzie tego mniej a tu znów pełne dwa koszyki. Papryka kwitnąca, pomidory mocno wyrośnięte ale dowiozłam bez start
Grządki już niemal pełne, brakuje jeszcze arbuzów i melonów ale dosadzę je w środę. Ponieważ nornice szaleją nadal, wkopałam dla nich duże donice i liczę, że gryzonie oszczędzą sadzonki
W ozdobnym także co raz więcej barw a zieleń aż kipi. Zwłaszcza chwasty
Pierwsze kwitnienia od posadzenia:
Rabata północna i pod drzewami zapełnia się co raz bardziej
Piwonie, róże zapączkowane a pierwszy anemon wzruszył mnie doszczętnie. Ulubione szałwie także już rozpoczynają koncert. Oj, pszczoły będą miały radochę
Pogoda w sobotę była "ciężka". Niby fajnie, bo ciepło ale to ciepło było męczące. Za to w niedzielę był totalny rilaks.
Do południa z berbeciem na placu zabaw, potem szybki obiad i wyruszyliśmy do Jaworzna. Oczywiście, jak na blondynkę przystało pogubiłam się pod koniec i pomimo szczegółowych instrukcji Kasi, w drodze powrotnej także
Spotkanie z Kasią i Irenką a także Mżonkiem Irenki było fantastyczne. Poplotkowałyśmy o FO, o pomidorach, o ogrodach, trochę prywatnych tematów. Czasu nam brakło na wszystko. Widziałam ogrom sadzonek pomidorowych Kasi, zaglądałam na rabaty kwiatowe, wetknęłam nos w lilaka meyera, oglądnęłam z każdej strony wędzarnię. Najbardziej zadziwiła mnie ziemia u Kasi. To faktycznie piach i aż dziw, że na takiej glebie można mieć takie piękne nasadzenia, idealny trawnik i las pomidorowy. Oczywiście pod dębem także byłam
Nie wiem jak to się stało, ale do Krakowa zajechałam z pełnym bagażnikiem roślin choć miałam być twarda i niczego nie wywozić

Część pojedzie w środę do Marysi a reszta do mnie na wieś.
Ogórków nie miałam w planie ale dzięki Irence już mam a teraz siedzę i kombinuję, gdzie ja to wszystko posadzę
Dziewczyny są super
Kasiu Bardzo dziękuję za gościnę i Twoją otwartość
Irenko Jesteś super babeczka a Twoja pasja połączona z poczuciem humoru to mieszanka "wybuchowa"
Z emocji towarzyszących spotkaniu, nie zrobiłam ani jednego zdjęcia
Jak tylko posadzę moje nowe roślinki to pokaże, co to za skarby
