Wiesz, na to mi wygląda. Owszem, czerwcowe kwitnienie nie jest jakoś redukowane przez ostre słońce, natomiast to lipcowo - sierpniowe już tak. Kwiaty znacznie szybciej opadają (pomimo, że na deszcz są przecież niezwykle odporne). Wygląda na to, że troszkę cienia tej róży nie zaszkodzi, na razie widzę, że nie odbija się to na zdrowiu liści.elsi pisze:Aga sugerujesz, by Grahamka raczej nie na ostrym słoneczku???
:
Astry, Eluś, ja też posiałam, i to taką ładną odmianę - Janinę...tylko potem coś mi strzeliło do głowy ze zmianami na rabatce i ani jeden się nie ostał... astry zawsze siałam prosto do gruntu, bardzo je lubię, żeby tylko jeszcze były odporniejsze na jesienne deszcze...
Iza, i Ty to mówisz? Te moje kilka sztuczek...ja tam mam straszny niedosyt. Koloru mi wciąż brakuje i myślę, jakby temu zaradzić


Ale Lavaglut daje czadu, nie? Kwitnie już trzeci raz i ten wysyp chyba będzie najlepszy (a to jej pierwszy rok) Normalnie chyba się złamię i kupię jesienią jeszcze kilka, u nas łatwo dostać. Najlepsza rabatówka na świecie, jakby mnie kto pytał ;-)
Stasiu, no ja też sie nie lenię, nie mam jak...a będzie jeszcze gorzej, zaczyna się szkoła, czwartoklasistka będzie w szoku ;-) a z pierwszoklasistką trzeba będzie posiedzieć przy lekcjach...no cóż, takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie ;-)
Martuś, to prawda, teraz jednoroczne są jakby w mniejszej cenie - bo i pracy to wymaga. Modne są iglaki, tawuły, berberysy, coraz więcej wspaniałych odmian róż na polskim rynku, i nie ma kto kochać tych poczciwych cyni i astrów ;-) Choć w zasadzie, to cynie ja mam, tylko kupiłam w tym roku coś o nazwie "miniaturowe" - myslałam, że one są miniaturowe pokrojem, a tu sie okazało, że kwiaty takie malutkie mają

Gorzatko, Dalu, u mnie też na razie dużo pąków. Ale to przecież dobrze rokuje

