Miłeczko, teraz już wiesz, dlaczego Gosia/giga, tak chetnie biega na grzybobrania ?
Bo tam same emocje i wesołości!
Kochanie, lubi grzybki ale woli je kupować " u baby" na targu.
Mniej wysiłku, a łup taki sam
My, jestesmy z innych krain - Krzys kocha góry szybkobieżne,
a ja chetnie pospaceruję powolutku po płaskim lesie.
Stąd, nasze wspólne" grzybowe" wyprawy, są totalną porażką
Nie slyszałam by ktoś w biegu, umieł zbierać grzybki, chyba,
że ma jakiś magnes grzybowy
Ewiku, teraz tu klasyczna pora przejściowa.
W nocy około 0, a na słonku +38 !
Żałosne kwiatki ostatniej próby kwitnienia, podtrzymują tylko te,
super odporne roślinki.
I to jest dla mnie wskazówką do zakupów.
Szkoda, że tak późno się zreflektowałam i wnioski wyciągam
po niewczasie. Gdy już dużo pieniążków poszło w delikatne ciepłolubki.
A w chusteczkowym, nawet te na " nodze" muszą mieć z półmetra kwadratowego dla rozowju korzeni, hihihihihii
Miło mi, że wpadłaś i z niecierpliwością czekam na Twój/ mamusiny wątek.
Izuś, a nie dałam Ci linka do allegrowych za 2 zł?
Pan od Chiffona pewnie mnie okłamał, twierdząc, że te hibki nie dają się ukorzeniac wegetatywnie.
Przecież udało się to Bożence!
No chyba, że Ona ma wielkie umiejętności szczepienia....

:P ,
czego z serca, bym zazdrościłaaaaaaaaaaaaa.
Juluś, ale z Ciebie pięknościowa kobietka!
Pooglądałam Inwałd , wraz z Twóją Rodzinką i jestem pod wrażeniem.
A na hibki, chyba teraz moda nastała, bo forumki pokazują cuda niewidy.
U Gabisi Duc de Brabant - OGROMNY, u Magicznej i u Bożenki- Chiffony jak wieże Eiffla,
u Ali/Fleur hibek z kwitem większym od głowy...
Mutanty, piękne mutanty
I coś porankowego, dla żon

:
„Wczoraj namówiłam wreszcie swojego męża żeby kupić abażur z kryształów (to, co wisi z lampami na suficie), baaardzo drogi (pół roku zbieraliśmy). Pojechaliśmy do sklepu, kupiliśmy abażur, na skrzydełkach szczęścia popędziliśmy do domu Po drodze kupiliśmy butelkę koniaku (trzeba nowy zakup, tego tamtego, no obmyć). Siedliśmy przy stole, najpierw strzeliliśmy po 50, potem powtórzyliśmy, no i mówię do swojego męża:
- A może powiesimy od razu ten abażur?
No i mąż, lub z powodu koniaku, lub widząc moje szczęście zgodził się. Postawiliśmy krzesło, na krzesło taboret mały, mój mąż wspiął się na tę piramidę, a mi kazał go zabezpieczać. Stoję taka szczęśliwa, obserwuję jak mój orzeł pod sufitem majstruje (a on był, nie wiem, po co w szerokie bokserki ubrany), przenoszę wzrok niżej, i co ja widzę? Z tych sympatycznych bokserek wypadło mu jedno jajeczko, no i ja taka rozczulona tym widokiem biorę i tak lekko pstryknęłam paluszkami po tym jajeczku. Mój tygrys w tej sekundzie jak poleciał w dół z tej estakady wraz z abażurem, który rozbił się całkowicie na małe kawałki, wstaje szybko i z ostatkami abażuru w rękach podskakuje do mnie...
Myślałam, że zabije mnie, a on mówi:
- Kurde, ale mnie prądem pier***nęło, aż do jąder doszło, dobrze, że nie na śmierć! „
http://forum.dziecko-info.com/showthrea ... 7&page=767