Marysiu
Wczoraj był piękny , słoneczny i gorący dzień.
W nawiązaniu do wiodącej pogody tego roku burza musiała jednak nadejść...
Zrywałam porzeczki w dżungli na działce i zobaczyłam ołowiane chmury.
Potykając się i plącząc w rośliny wydostałam się z chaszczy, jeszcze szybko gipsówkę porwałam do suszenia i chodu Jubilatem do domu.
Rowerem jeżdżę szybciej niż autem
Z działki z góry zajmuje mi to minutę
Wjechałam rozpędem na naszą górkę siedliska, rzuciłam rołwer i poleciałam przykrywać pomidory, surfinie w beczce, zamknąć szklarnię, pochowałam pojemniki bez otworów z roślinami.
W ostatniej chwili , gdy już niebo się otworzyło zerwałam ze sznurka wyprany z mozołem sweter Z.
Wsi spokojna, wsi wesoła....
Wiatr zbeszcześcił kolumnę z fasoli ''Blauhilde'' w donicy.
Gwiazdki na niebie świeciły radośnie i tylko grzmoty w oddali przypominały o burzy.
Po nawałnicy wyszłam tradycyjnie pozbierać ślimaki.
W przyszłym roku czeka nas ślimaczy i mykologiczny Armagedon
Nawiązując do grup krwi - bardzo ciekawe zagadnienia się z nimi wiążą.
Pochodzenie ras ludzkich i predyspozycje do trawienia różnych potraw.
U nas w rodzinie jest totalny mix.
Osobiście mam A rh plus i moje dzieci też. Babcie obie moje grupa B. - która ponoć świadczy o nieeuropejskim, wschodnim pochodzeniu. I rzeczywiście prababcia była albo Litwinką. albo Białorusinką. Drugą stronę rodziny badałam i jeszcze nie skończyłam tego procesu, jest tajemniczo.
A tu się jeszcze dowiaduję, że ze strony mojego dziadka ojcowskiego jest też udział grupy B.
Czego mój Brat australijski wygrzebał w naszych genach nie będę zdradzać, bo nie dane mi znać Waszych uprzedzeń rasowych
My Polacy jesteśmy baaaardzo wymieszani.
Może lepiej wróćmy do kwiatków.
Wczoraj półtorej godziny wrzucałam zdjęcie liliowca i dalej się poddałam.
Mimo niesprzyjającej aury sporo pięknego kwiecia u nas.
Rośliny wysokie, dalie mocne , podpór nie potrzebują - tyle wody.
Spożyliśmy już pierwsze ogórki, fasolkę i cukinie. Już - bo to szybko, jak na posadzone w połowie czerwca i później.
W związku z tym, że miodu jest mało muszę zgromadzić więcej zapasów żywnościowych na zimę.
Zaraz zaczną się ogórki kiszone i konserwowe.
Kiszone zeżarliśmy niespodziewanie szybko, więc więcej zrobię.
Tylko przecierów owocowych nie ma za bardzo z czego, jabłek mało, gruszki zaczynają wydzielać znajomy zapach, porzeczki przez deszcz szybciej przejrzały.
Fajnie mieć wszystko swoje w spiżarni.
W razie głodu mamy jeszcze dużo delikatnego mięska w gołębniku
