Wczorajsza robota...
Dosadzone pałki tui...
Podcięta, zarośnięta trawą, rabata... trzeba jeszcze wypielić ten gąszcz... mówiłem, że w tamtym roku zima mnie zniewoliła...
Posadzone róże kanadyjskie...
Z rana co prawda trochę padało... jednak do południa słonko i wiatr wydmuchał wszystko... człowiek zaczął się radować, jednak robota będzie zrobiona!!
Ok. 15 zrobiło się ciemno... wszystko wisiało na włosku... Gdy wyszedłem ok. 15.30 widać było mokry chodnik, ale nie padało....
Przy domu trawa była lekko wilgotna, pomyślałem... zaryzykuję!!
Wyciągnąłem wertykulator, zamontowałem zbieraczkę do siana (oni to nazywają aerator, ale jedynie do czego może służyć to elektryczne grabie)...
Zdążyłem, niestety przejechać tylko w jedną stronę, a przecież podobno trzeba na krzyż, zaczął padać deszcz....
Schowałem szybko elektryka i jeszcze w deszczu rozsypywałem nawóz... Oto jak to wygląda...
Tu kawałeczek widać jak się ścieżki skrzyżowały...
Wertykulacji, posypania nowych ziaren trawy i piaskowania nie udało mi się zrobić...
Ale trzeba było korzystać, w nocy ma być na plusie i to 10 st. C.!!