Violu: Mnie życie niestety przywiązało do Warszawy, więc ziemniaki z ogniska jadam od święta
Jeśli chodzi o clematisy - to sie nie przejmuj, to marudy straszne, pewno zakwitną później.. albo w przyszłym roku
Co do porzeczki - jak przejmowałam tą działeczkę to w pasie pod ogrodzeniem, gdzie teraz jest różanka a po drugiej stronie porzeczki były
popas pokrzywy i podagrycznik - jak wyrwałam tałatajstwo to się okazało, że są tam też dwa zabiedzone krzaczki porzeczek, zeżarte doszczętnie przez rdzę wejmutkową. Towarzystwo dostało oprysk ze skrzypu, ale w następnym roku krzaczki nadal były biedne... niewiele myśląc (wóz albo przewóz) przycięłam towarzystwo 30cm nad ziemią. W następnym roku jak przyjechałam w czerwcu i weszłam za przyczepę, to dostałam zawału - bo myślałam, że ktoś mi drzewo posadził, a to czarna porzeczka się rozbujała

czerwona mniej chętnie, ale też zaczęła odbudowywać krzak - to było rok temu, teraz paszcza mi się śmieje do tych owocków
Kasiu: dziękuję
iwiska: Mazury mają opóźnioną wegetacją w stosunku do Wawy o 2-3 tygodnie, w stosunku do WLKP to pewno będzie ze dwa lata świetlne
amelka: no ja sobie na porzeczkę trochę poczekam ;)
A na Chusteczce:
Reine des Violettes, umęczona deszczami lecz kwitnie

Troszeczkę jej się wyblakło
Rhapsody in Blue koncert zaczęła tuż nad ziemią
Tristan swój pąk ukrył w objęciach excelsy
Piwonie - po deszczach oczywiście prawie nie ma kwiatów

(ale ufff - bo wywaliłam właściwe krzaki, na tym kolorze zależało mi najbardziej)
Ciut bielsza
I jeszcze jedna
Rojnik kwitnie
Widoczki anemonowe
Tu też amciu rośnie
