Smoczyco - chciałam Ci odpowiedzieć, że mi turyści nie straszni, bo wioska
zagubiona na krańcach pagór, a tu okazuje się, że ludziska zaczynają się
otwierać na dutki i chcą pokoje wynajmować, knajpki otwierać, nie mówiąc,
że nastąpiła reaktywacja jakiegoś domu wypoczynkowego.
Więc chyba faktycznie - na chwasty można machnąć ręką, ale na suszę i
turystów to już nie.
Forsycji nie przesadzam - glina już pęka, bo brak wody. Wolę nie ryzkować.
Izuniu - ale fajnie! Mam nadzieję, że faktycznie już na wieki wieków te niezapominajki
będą na działce, bo bardzo je lubię.

Tak- ten czerwony to goździk.
Szkoda, że nie pamiętasz nazwy chwaścika. Ale może kiedyś wpadnie Ci do głowy.
W takim razie jeżyna będzie pod obserwacją.

Na razie nie przeszkadza.
Witaj
Jacku! Majówka była bardzo udana, ale stanowczo za krótka
Hehe... kwitnąca grusza ma swój niewątpliwy urok, ale te spadające małe gruszeczki
to już niekoniecznie.
Pewnie Iza Ci mówiła, że na tawlinę trzeba uważać, bo mocno się rozrasta i daje odnogi.
Krzyśku - pewnie pół wioski jest tego ciekawa!
A skarb tam był, owszem, ale w domu i został znaleziony jeszcze za "dawnej Polski".
Szczęśliwy znalazca przy wódce wygadał się i władza od razu się nim zainteresowała.
My na razie znaleźliśmy dwie zardzewiałe podkowy, pełny nabój (mąż zakazał stukania nim)
i peeełno śmieci.
