Krysiu, dziękuję, choć bardzo się staram, to z tą gospodarnością różnie ostatnio bywa, plany dalekosiężne, ale czuje się wciąż bardzo zmęczona, niby chcę, a brak mi siły, to chyba ten brak słońca przez całą ziimę, daje się we znaki, bo wczoraj jak wróciłam z pracy i tak pięknie świeciło

, to od razu poleciałam na działkę i zrobiłam nawet więcej niż myślałam, gorzej jak już z niej wróciłam

. Ja też jeszcze będę siała, gdyż niektóre z moich siewów były "eksperymentalne", bo za szybko, ale większość jest okey, ale miałam przynajmniej okazję sprawdzić nasionka i tak kobea niebieska wysiana dwukrotnie w odstępach dwu tygodniowych, nie ruszyła się ani jednam więc pojechałam i kupiła z innego źródła białą, ta po 5 dniach 90% wyszła, pierwszy wysiew heliotropu - 2 sztuki następny z tej samej paczki z pełnym powodzeniem, no i miejsca przez to też mam więcej, bo dosiewam tam gdzie pusto

. Czy liścik już do Ciebie doszedł?
Miłka, tak naprawdę są z nasionek

, fakt troszkę to trwało, ale sama nawet nie wiem, kiedy ten czas zleciał, co prawda kilka po drodze wypadło, ale kilka też zostało, teraz musiałabym troszkę poczytać co dalej, aby chciały zakwitnąć, ale doba za krótka na te wszystkie innowacje
Marzenko, dziękuję za życzenia, teściowa bardzo się ucieszyła, choć była też nieco zdziwiona, że skąd, jak i w ogóle, a ja Jej na to, że my tu na forum jak jedna wielka rodzina i wszyscy są tu bardzo życzliwi, jak powiedziałam Jej, że od tej dziewczyny z którą spotkaliśmy się nad morzem, to od razu wiedziała od kogo. Ło matko następne 1000 m kw, troszkę mi Ciebie żal, bo pracy nie mało, ale i tak zazdroszczę Ci tego miejsca (ja cały czas zastanawiam się, gdzie to wszystko upchnę co nakupowałam i co wschodzi

), bo jak już ogarniesz, to widok będzie nieziemski, z niecierpliwością będę wypatrywała zdjęć z nowego obszaru.
Marzenko siałam je wiosną dwa lata temu, najpierw trzymałam je na mokrych wacikach, a jak już zaczęły puszczać korzonki poszły do specjalnie przygotowanej ziemi, od tego czasu tylko je podlewam i sobie rosną. Super, że paseczki już dotarły.
Piotrek, ta przystawka do parapetu to prowizorka, zbita na szybko z tego, co było, musiałam coś wymyślić, aby nie zagracać salonu przed świętami, bo potem co roku latałam z tymi wszystkimi doniczkami w tę i z powrotem, po świętach jak już goście się rozjadą, dostawię kolejną w salonie

, oczywiście jak M mi zbije kolejną, tak więc w nadmiarze nie mam, ale jest z czego zrobić, a to najważniejsze, może za ciekawie nie wygląda, ale potem jak wszystko idzie do ziemi (po 15 maja) jak przestrzennie się robi w domu.