Słoneczko, witaj i wpadaj w odwiedziny, będzie mi bardzo miło. Pożytecznego powiadasz? Ha! moje kury zjadają chwasty i mrówki więc się wpisują w ten nurt
Monia napisała:
Mój tato to najchętniej chciałby, żebysmy mieli kury i kozę Nie wiem co to będzie
Będzie fajnie tylko kozie trzeba wybudować zagródkę, bo inaczej wszystko Ci zje. Byłabym jedną z wielu rozpaczających po Twoich różach więc koza luzem odpada

.
Pusia to w takim razie dostojna dama choć w ogóle nie wygląda na swoje latka. I ma figle w oczkach. Widać od razu, że musicie ją strasznie kochać.
Ania Różana napisała:
Asiu, jak wczoraj oświadczyłam mężowi, że chcę kury... to o mału zawału nie dostał
Nie martw się, dam Ci namiar na dobrego kardiologa i jakoś dacie radę. Dobrze, że zaczęłaś go powoli oswajać z tą myślą, to zminimalizuje skutki stresu

.
Gosiu, masz rację, piesek daje poczucie bezpieczeństwa. Tylko co z ogrodem? Nie niszczy roślin i trawy? W końcu labradorek to spory piesek. Nie to co Pusia.
Domiś, zaczynam powoli je oswajać. W pierwszym tygodniu nie chciałam ich stresować. Musiały najpierw poznać okolicę. Teraz na kilka minut dziennie biorę je na kolana i głaszczę. No i jedzą z ręki choć widać, że mają jeszcze opory. Ale dżdżownicy się nie oprą.
Kurki dostały tymczasową wolierę widoczną na zdjęciu. Nie jest niestety doskonała, ponieważ jak będzie zima i śnieg to zastpie kury na amen. Ale zamówiłam domek z wybiegiem i powinien niedługo przyjść. Będzie miał zadaszone pięterko i wybieg na dole. W ogrodzie róże wystartowały z drugim kwitnieniem i jest ono o dziwo obfitsze niż w czerwcu. Winogrona i jabłka powoli powiększają swoje gabaryty, maliny niedługo będą gotowe do zrywania. Wcześniej nie wspominałam o agreście. W tym roku był wyjątkowy. Megasłodki i w przemysłowych ilościach.
