Ja z dziećmi przygotowuję sadzonki pomidorów, są zachwycone, bardzo chętnie sieją, potem pikują i wreszcie całe dumne mogą zabrać do domu, zwykle przed majowym weekendem
Nieprawda, że chłopcy są mniej chętni. Są tak samo zapaleni. Dostają ode mnie nasiona, a same przynoszą pojemnik z ziemią. Jak komuś pomidor padł to była czarna rozpacz

Musiałam mieć na boku kilka zapasowych na takie wypadki.
Smutek wielki i niecierpliwość była także, gdy nasionka oporniej wschodziły, a inni już mieli wykiełkowane... codziennie by najchętniej podlewali. Musiałam wprowadzić dokładną instrukcję podlewania
Kilkoro dzieci zameldowało mi we wrześniu, że jadło własne pomidory latem

Były przeszczęśliwe i dumne z własnego dokonania.
W tym roku sieję znowu z nowa klasą.
Ze 3 lata temu uczyłam dzieci ukorzeniać winorośl. Co prawda sztobry były moje. Dostałam różne porządne odmiany od winogronowych zapaleńców, wiec nie mogłam im dać sadzonek, ale poznały całą procedurę i bardzo im się podobało.
Najpierw same przycinały sekatorem łozę, potem pokazywałam im jak się usuwa dolny pąk. Same robiły etykiety z opisem odmiany. Następnie moczyły w ukorzeniaczu i wtykały w mokre trociny. Po pewnym czasie mogły obserwować jak tworzy się kallus, wyrastają korzonki i listki.