Permakultura cz.2
-
- Przyjaciel Forum - gold
- Posty: 8209
- Od: 17 kwie 2008, o 11:49
- Opryskiwacze MAROLEX: więcej niż 1 szt.
- Lokalizacja: Okolice Dębicy
Re: Permakultura cz.2
Jolu, pozwól, że uzupełnię , pamiętam lata od 50 - tych. Nieużytków w ogóle nie było, nawet miedze, brzegi polnych dróg, skarpy , wszystko było wypasane. Wiosna były wypalane suche trawy , których nie dało się jakoś wykorzystać .Jedynie co można nazwać „ nieużytkami” to polany i obrzeża lasow i zarośli. Owadów przeróżnych było zatrzęsienie, pamiętam jeszcze, że kleszcza na oczy nie widziałam, nikt się ich nie bał, chociaz o nim słyszałam.
Pozdrawiam! Gienia.
Re: Permakultura cz.2
Myślę że jednak jest istotna różnica między warunkami dla "drobnych zwierzątek" porównując dziś do tego co było 50 lat wstecz. I wynika głównie z dużo tańszego utrzymania "ładnej" dla oczu człowieka zieleni.
Ja z racji wieku nie znam lat 80, ale trochę "ciekawostek" od starszego pokolenia, głównie od rodziców, słyszałem.
Na przykład to, że pierwszą "kosiarkę" elektryczną mieli właśnie w latach 80-tych. Zresztą mam ją do teraz.
Na czym polegała "kosiarka"? Na przykręceniu do wiertarki noża, a wiertarki do wózka. Oczywiście całość bez kosza. I to nie była samoróbka, tylko oficjalna "przystawka" do którejś celmy.
Wcześniej na ogródkach działkowych po prostu trawnika nikt nie kosił, wyrwali tylko wyższe chwasty.
Na moim "trawniku" do zeszłego tygodnia było sporo owadów. Między innymi koniki polne żarły trawę, kontyngent chrząszczy dziurawił różne dwuliścienne, ważki na coś polowały, trzmiele obrabiały koniczynę, etc. Widziałem nawet jakieś nierozpoznane gąsienice (ciemne, włochate, żarły rdest ptasi). Było, bo sąsiedzi (mieszkam w kamienicy, wspólnie ogarniamy ogród) stwierdzili że "trawnik" za wysoki urósł, a przecież "trawnik" trzeba kosić. Teraz mam 4cm wysokie łogigle, to co z owadów/pajęczaków przeżyło, to albo wyskubały ptaki, albo odleciało/odpełzło w stronę jedzenia.
Podobnie np. walka z mszycami nie polegała kiedyś na oprysku insektycydem, bo trudno go było kupić, tylko jakichś improwizowanych sposobach typu mycie roślin mydłem. Wylanie połowy ogrodu mospilanem też nie podnosi szans na przeżycie "drobnych zwierzątek". Wywalenie chwastów z trawnika opryskiem na dwuliścienne (słyszał ktoś w ogóle o tym 30 lat temu?) też skutecznie eliminuje "bufet" sporej ich części.
Skąd mają mi latać te ładne modraszki jak cała koniczyna, razem z ich jajami/gąsienicami wylądowała w koszu na śmieci? Skąd mają się brać ładne pawie oczka, jak cała okoliczna pokrzywa jest regularnie koszona? Taki motyl, biedronka, pluskwiak czy cokolwiek innego nie orientuje się że zaraz ktoś mu zetnie roślinę na której złożył jaja. Żadna wypasana krowa/owca nie będzie tak sprawna i dokładna w "koszeniu" żeby to całe miniaturowe tałatajstwo nie uciekło przed zjedzeniem (o ile akurat to tałatajstwo nie siedzi na roślinie którą bydło omija). A i tak my zauważamy głównie te duże i ładne "drobne zwierzątka" kiedy dużo więcej jest za małe żeby zwrócić naszą uwagę albo gdzieś przemyka chyłkiem i chowa się po chaszczach (o ile ma gdzie).
Ojciec "za dzieciaka" interesował się motylami, zbierał konkretne gąsienice, trzymał w pudełku, karmił tym co żarły i czekał aż się przepoczwarczą. I nie miał problemów ze znalezieniem ani niekoszonej łąki, ani wąsion. Nie wiem jak "na prowincji", ale w mieście gąsienica raczej wywołuje sensację (że w ogóle jakaś jest) albo strach (z tego samego powodu). Tzn. ostatnio w parku widziałem jak grupa matek z dziećmi, takimi raczej 5-7 lat, pokazywała im "zobacz, to jest gąsienica". Brzmi groteskowo, ale jak się nad tym zastanowić, to taka teraz rzeczywistość.
Ja z racji wieku nie znam lat 80, ale trochę "ciekawostek" od starszego pokolenia, głównie od rodziców, słyszałem.
Na przykład to, że pierwszą "kosiarkę" elektryczną mieli właśnie w latach 80-tych. Zresztą mam ją do teraz.
Na czym polegała "kosiarka"? Na przykręceniu do wiertarki noża, a wiertarki do wózka. Oczywiście całość bez kosza. I to nie była samoróbka, tylko oficjalna "przystawka" do którejś celmy.
Wcześniej na ogródkach działkowych po prostu trawnika nikt nie kosił, wyrwali tylko wyższe chwasty.
Na moim "trawniku" do zeszłego tygodnia było sporo owadów. Między innymi koniki polne żarły trawę, kontyngent chrząszczy dziurawił różne dwuliścienne, ważki na coś polowały, trzmiele obrabiały koniczynę, etc. Widziałem nawet jakieś nierozpoznane gąsienice (ciemne, włochate, żarły rdest ptasi). Było, bo sąsiedzi (mieszkam w kamienicy, wspólnie ogarniamy ogród) stwierdzili że "trawnik" za wysoki urósł, a przecież "trawnik" trzeba kosić. Teraz mam 4cm wysokie łogigle, to co z owadów/pajęczaków przeżyło, to albo wyskubały ptaki, albo odleciało/odpełzło w stronę jedzenia.
Podobnie np. walka z mszycami nie polegała kiedyś na oprysku insektycydem, bo trudno go było kupić, tylko jakichś improwizowanych sposobach typu mycie roślin mydłem. Wylanie połowy ogrodu mospilanem też nie podnosi szans na przeżycie "drobnych zwierzątek". Wywalenie chwastów z trawnika opryskiem na dwuliścienne (słyszał ktoś w ogóle o tym 30 lat temu?) też skutecznie eliminuje "bufet" sporej ich części.
Skąd mają mi latać te ładne modraszki jak cała koniczyna, razem z ich jajami/gąsienicami wylądowała w koszu na śmieci? Skąd mają się brać ładne pawie oczka, jak cała okoliczna pokrzywa jest regularnie koszona? Taki motyl, biedronka, pluskwiak czy cokolwiek innego nie orientuje się że zaraz ktoś mu zetnie roślinę na której złożył jaja. Żadna wypasana krowa/owca nie będzie tak sprawna i dokładna w "koszeniu" żeby to całe miniaturowe tałatajstwo nie uciekło przed zjedzeniem (o ile akurat to tałatajstwo nie siedzi na roślinie którą bydło omija). A i tak my zauważamy głównie te duże i ładne "drobne zwierzątka" kiedy dużo więcej jest za małe żeby zwrócić naszą uwagę albo gdzieś przemyka chyłkiem i chowa się po chaszczach (o ile ma gdzie).
Ojciec "za dzieciaka" interesował się motylami, zbierał konkretne gąsienice, trzymał w pudełku, karmił tym co żarły i czekał aż się przepoczwarczą. I nie miał problemów ze znalezieniem ani niekoszonej łąki, ani wąsion. Nie wiem jak "na prowincji", ale w mieście gąsienica raczej wywołuje sensację (że w ogóle jakaś jest) albo strach (z tego samego powodu). Tzn. ostatnio w parku widziałem jak grupa matek z dziećmi, takimi raczej 5-7 lat, pokazywała im "zobacz, to jest gąsienica". Brzmi groteskowo, ale jak się nad tym zastanowić, to taka teraz rzeczywistość.
- jokaer
- -Moderator Forum-.
- Posty: 7591
- Od: 14 lut 2008, o 08:21
- Opryskiwacze MAROLEX: więcej niż 1 szt.
- Lokalizacja: Pogórze Ciężkowickie 385 m npm; na granicy Małopolski z Podkarpaciem
Re: Permakultura cz.2
Gienia, ja pamiętam doskonale. Lata 60-te, było jak piszesz. I jeszcze jedno. Inaczej też wyglądały lasy w pobliżu wsi, w pobliżu domostw. Bo... ludzie zbierali chrust i szyszki. Tak. Tym się paliło w piecach kuchennych na obiad w biedniejszych domach. Lasy były " czyste" . Dziś nikt nie zbiera gałęzi.
No i właśnie wypalano trawy. I mimo to było zatrzęsienie biedronek, zatrzęsienie robaczków świętojańskich, wszelkiej maści koników polnych , motyli. Pamiętam te piękne gąsienice , duże gąsienice zawisaków, ale nie tylko bo były jeszcze takie zielone z kolorowymi plamkami. One żerowały na wilczomleczach.
Kosiarek może nie było w tak powszechnym użyciu, ale na wsiach kosiarkami były głównie zwierzęta.
Nie tylko rogate
, ale przecież było mnóstwo gęsi i zawsze we wsi było jakieś centralne pastwisko, gdzie one się pasły. Gęsi są świetnymi kosiarkami.
Ja już nie chcę wnikać co jest przyczyną zaniku tej mikrofauny, ale bardzo mnie denerwuje to jednostronne podejście, że koszenie. Przyczyn jest wiele, ale na pewno nie wykaszanie trawników w miastach. Dla mnie osobiście nieskoszony trawnik w mieście wygląda po jakimś czasie obrzydliwie.
No i właśnie wypalano trawy. I mimo to było zatrzęsienie biedronek, zatrzęsienie robaczków świętojańskich, wszelkiej maści koników polnych , motyli. Pamiętam te piękne gąsienice , duże gąsienice zawisaków, ale nie tylko bo były jeszcze takie zielone z kolorowymi plamkami. One żerowały na wilczomleczach.
Kosiarek może nie było w tak powszechnym użyciu, ale na wsiach kosiarkami były głównie zwierzęta.
Nie tylko rogate

Ja już nie chcę wnikać co jest przyczyną zaniku tej mikrofauny, ale bardzo mnie denerwuje to jednostronne podejście, że koszenie. Przyczyn jest wiele, ale na pewno nie wykaszanie trawników w miastach. Dla mnie osobiście nieskoszony trawnik w mieście wygląda po jakimś czasie obrzydliwie.
Pozdrawiam- Jola Spis treści w uprawie warzyw
----------------------------------------------------
Sprzedam/Kupię/Wymienię Moje krzyżówki Na pohybel zimie
----------------------------------------------------
Sprzedam/Kupię/Wymienię Moje krzyżówki Na pohybel zimie
- ullak
- Przyjaciel Forum - gold
- Posty: 1678
- Od: 10 mar 2015, o 11:45
- Opryskiwacze MAROLEX: 0 szt.
- Lokalizacja: Kozienice
Re: Permakultura cz.2
To czasem można i trzeba skosić, chodzi o to, żeby nie kosić aż tak często.
Słomiany zapał, czyli u leniwego ogrodnika
Tilling the soil is the equivalent of an earthquake, hurricane, tornado, and forest fire occurring simultaneously to the world of soil organisms.
USDA
Tilling the soil is the equivalent of an earthquake, hurricane, tornado, and forest fire occurring simultaneously to the world of soil organisms.
USDA
- Andrzej997
- 500p
- Posty: 647
- Od: 21 lut 2020, o 14:41
- Opryskiwacze MAROLEX: 0 szt.
Re: Permakultura cz.2
Bardzo się cieszę czytając Wasze wpisy, bo dają nadzieję, że świadomość u ludzi jest i to się będzie szerzyć.
Apropos koszenia w miastach czy nawet wsiach, to miałem nawet taką myśl, żeby porozmawiać z burmistrzem o tym koszeniu. Są np. projekty obywatelskie i każdy u siebie może coś takiego zgłosić, żeby np. zastępować trawniki murawą lub łąką kwietną. Koszenie by się odbywało rzadziej lub wcale.
Tylko pewnie najpierw ludzie muszą się przestawić, że po łące kwietnej można chodzić. Trawniki by zostały tylko na boiskach.
Ze zbierania liści też można by zrezygnować - wystarczy ogrodzić żywopłotem, czy siatką.
Oczywiście teraz to nie przejdzie, ale może kiedyś...
Apropos koszenia w miastach czy nawet wsiach, to miałem nawet taką myśl, żeby porozmawiać z burmistrzem o tym koszeniu. Są np. projekty obywatelskie i każdy u siebie może coś takiego zgłosić, żeby np. zastępować trawniki murawą lub łąką kwietną. Koszenie by się odbywało rzadziej lub wcale.
Tylko pewnie najpierw ludzie muszą się przestawić, że po łące kwietnej można chodzić. Trawniki by zostały tylko na boiskach.
Ze zbierania liści też można by zrezygnować - wystarczy ogrodzić żywopłotem, czy siatką.
Oczywiście teraz to nie przejdzie, ale może kiedyś...
Pozdrawiam, Andrzej
————————————
W ogrodzie walczę tylko z moim egoizmem.
————————————
W ogrodzie walczę tylko z moim egoizmem.
-
- Przyjaciel Forum - gold
- Posty: 8209
- Od: 17 kwie 2008, o 11:49
- Opryskiwacze MAROLEX: więcej niż 1 szt.
- Lokalizacja: Okolice Dębicy
Re: Permakultura cz.2
Łąka kwietna , o, bardzo mi się podobały takie łączki wzdłuż autostrad, przy zjazdach. Widziałam je za granicą. Bardzo fajny widok, kolorowy, to były oczywiście kwiaty jednoroczne. Każdej wiosny siano je od nowa. Tak się spodobały mojemu synowi, że musiałam mu przemycić ub. wiosny kupioną, tu w Polsce mieszankę kwiatów na taką właśnie łąkę. U nas są te nasiona bardzo tanie w stosunku to tamtych cen. No i posiał przy okazji odnawiania trawnika, no i wreszcie coś zaczęło wschodzić. A myślałam, że już nic z nich nie będzie, że nasiona się przeterminowały, tam miały być i wieloletnie też.
I bladego pojęcia nie mam co to wzeszło?

I bladego pojęcia nie mam co to wzeszło?

Pozdrawiam! Gienia.
- Jolek
- Przyjaciel Forum - gold
- Posty: 3106
- Od: 12 maja 2013, o 21:24
- Opryskiwacze MAROLEX: 1 szt.
- Lokalizacja: śląskie
Re: Permakultura cz.2
Nieraz zastanawiałam się nad łąką kwietną przy pasie nieużytku przy moim domu. Jak ją nie skoszą to rosną chwasty nie koniecznie urodziwe dla oka. Obserwuję jak ewoluuje na suchej ciężkiej ziemi bez podlewania. Jednak mam mieszane uczucia co do kwietnej łąki. Obserwuję je przy różnych posesjach. Jedne zadbane, podlewane z usuniętymi suchymi kwiatami. Inne ,,jak żeś mnie Panie Boże" stworzył takim mnie masz. Mizerne, schorowane kwiatki aż litość bierze. Niby mają przywabiać owady ale, no właśnie gdzie one są? Jeżdżąc dziennie 100km nie muszę włączać wycieraczek w aucie bo nic na szybach się nie rozwala. To nie to co kiedyś, trzeba było się zatrzymać i ręcznie usunąć pozostałości kolizji z owadem. Teraz na wszystko co się rusza jest preparat.Nie ma owadów to nie ma ptaków. W zamian są hektarowe monouprawy i opryski.Ugory zarośnięte nawłocią.
- jokaer
- -Moderator Forum-.
- Posty: 7591
- Od: 14 lut 2008, o 08:21
- Opryskiwacze MAROLEX: więcej niż 1 szt.
- Lokalizacja: Pogórze Ciężkowickie 385 m npm; na granicy Małopolski z Podkarpaciem
Re: Permakultura cz.2
Bo łąkę kwietną trzeba kosić, ale zazwyczaj po przekwitnięciu, to raz,
a dwa, że nie wolno po niej chodzić.
To musi być wydzielona przestrzeń, ale nie do chodzenia.
A najlepiej tak zrobić, że przekopać przynajmniej na sztych teren , zagrabić i zostawić.
Wtedy zaczną pojawiać się rośliny i to nawet takie, o których nie mieliśmy pojęcia.
I to będą te miejscowe rośliny, którym będzie się rosło najlepiej.
Oczywiście można dosiewać czy dosadzać, ale nie wiadomo czy się zaaklimatyzują.
Mogą się na przyszły rok nie pojawić.
Jak będziemy kosić zaraz po kwitnieniu, to przetrwają te wieloletnie.
Jak zostawimy wszystko i skosimy gdzieś z końcem sierpnia, żeby się porozsiewało no to
powinny być na przyszły sezon i te jednoroczne kwitnące.
Tylko ten okres kiedy rośliny zaczynają zasychać jest taki właśnie nieciekawy wizualnie.
a dwa, że nie wolno po niej chodzić.
To musi być wydzielona przestrzeń, ale nie do chodzenia.
A najlepiej tak zrobić, że przekopać przynajmniej na sztych teren , zagrabić i zostawić.
Wtedy zaczną pojawiać się rośliny i to nawet takie, o których nie mieliśmy pojęcia.
I to będą te miejscowe rośliny, którym będzie się rosło najlepiej.
Oczywiście można dosiewać czy dosadzać, ale nie wiadomo czy się zaaklimatyzują.
Mogą się na przyszły rok nie pojawić.
Jak będziemy kosić zaraz po kwitnieniu, to przetrwają te wieloletnie.
Jak zostawimy wszystko i skosimy gdzieś z końcem sierpnia, żeby się porozsiewało no to
powinny być na przyszły sezon i te jednoroczne kwitnące.
Tylko ten okres kiedy rośliny zaczynają zasychać jest taki właśnie nieciekawy wizualnie.
Pozdrawiam- Jola Spis treści w uprawie warzyw
----------------------------------------------------
Sprzedam/Kupię/Wymienię Moje krzyżówki Na pohybel zimie
----------------------------------------------------
Sprzedam/Kupię/Wymienię Moje krzyżówki Na pohybel zimie
-
- Przyjaciel Forum - gold
- Posty: 8209
- Od: 17 kwie 2008, o 11:49
- Opryskiwacze MAROLEX: więcej niż 1 szt.
- Lokalizacja: Okolice Dębicy
Re: Permakultura cz.2
O, Jolu dzięki za uwagi o koszeniu łączki. Przekażę synowi te informacje. Spełnił swoje marzenie i zrobił sobie łączkę na wąskim pasie wzdłuż granicy posesji, przy murku, wnuki wiedzą, że im tam chodzić nie wolno, właśnie zastanawiał się kiedy to się kosi. To ma być mieszanka kwiatów wieloletnich i jednorocznych.
Pozdrawiam! Gienia.
Re: Permakultura cz.2
E, przynajmniej raz w roku trzeba kosić, inaczej teren się zadrzewi albo zakrzaczy.Andrzej997 pisze: ↑26 cze 2024, o 13:01 Koszenie by się odbywało rzadziej lub wcale.
…
Ze zbierania liści też można by zrezygnować
Z zostawianiem liści też ostrożnie – niektóre choroby grzybowe zimują w liściach, więc tam trzeba selekcję gatunkową zrobić.
Np. u mnie liście jabłoni idą koniecznie do śmietnika, a ubite liście "reszty" ogrodu lądują w klika miejsc jako bariera dla chwastów.
(Z kolei moi rodzice zgrabili co się dało spod glediczii – liście + strąki, i usypali z tego grubą warstwę "żeby chwasty nie przerosły". Teraz od trzech lat wyrastają im za to małe glediczie

Akurat w Poznaniu ostatnio miasto zrobiło trochę tych łąk kwietnych, wyglądają fajnie, jedna którą mijam w drodze do pracy była skoszona późną jesienią i w tym roku znów rośnie, ale nie wiem czy dosiana czy z samosiewu. Dorzuciłem im trochę szczeci, zobaczę za rok czy coś z tego wyrosło

Na tych mieszankach zwykle jest lista roślin, kiedyś z ciekawości rozszyfrowałem (bo wydrukowali tylko łacińskie nazwy) trzy takie mieszanki.gienia1230 pisze: ↑26 cze 2024, o 14:38 (…)to były oczywiście kwiaty jednoroczne
…
I bladego pojęcia nie mam co to wzeszło?
Były i roczne, i dwuletnie, i wieloletnie gatunki, w tym sporo "chwastów" z ładnymi kwiatami. Opakowania miały z tego co pamiętam od 15 do 25 gatunków wymienionych, po pomieszaniu trzech skiełkowało i przeżyło może z 15 różnych gatunków, z czego połowa już w okolicy wcześniej była.
Zobacz co jest wmieszane w tą łąkę, jest duży rozrzut między produktami. Rodzice sobie wysiali mieszankę niskich raczej tolerujących suszę roślin, a siostra z innej paczki ma ponad metrowe badyle. Trochę trzeba to dobrać do warunków żeby miało sens.
Nie, dziękuję. U mnie coś takiego rodzi dużo lebiody, rdestu ptasiego, przymiotna kanadyjskiego i białego, trochę szczawiku żółtego, karmnika, mniszka, chwastnicy, glistnika…
Ogólnie nie to co chciałbym mieć, a raczej to z czym walczę żeby nie mieć monokultury która mi zajmie cały ogród (jak np. przymiotno kanadyjskie), albo to co już zajęło cały "trawnik" (np. rdest ptasi, powój, jastrzębiec, 'żółta koniczyna', pięciornik, …).
- kuneg
- Przyjaciel Forum - gold
- Posty: 2403
- Od: 29 sty 2021, o 08:11
- Opryskiwacze MAROLEX: więcej niż 1 szt.
- Lokalizacja: ROD Wrocław / siedlisko ok. Trzebnicy
Re: Permakultura cz.2
Jak komuś brakuje owadów, to zapraszam do mnie.
Cmentarz na szybach mam regularnie - wystarczy, że za miasto wyjadę.
Na wsi też mam prawdziwy urodzaj
Pchełki ziemne na spółkę ze słodyszkiem rzepakowym zniszczyły mi kapustowate w tym roku - słodyszek zeżarł kwiaty rzodkiewek i rukoli, a pchełki resztę. Turkucie są mniej widoczne i łaskawie podzieliły się ze mną truskawkami - przynajmniej wiem, że Senga Sengana jest niesmaczna. Czerwice trociniarki zrobiły blok wielorodzinny dla ptaków ze starej wierzby - przy sporym współudziale dzięciołów, olchom też się mocno obrywa. Pasikoniki zielone rozpleniły się, jak szarańcza i dobrze, bo to w zasadzie drapieżniki. O dziwo, stonki mam niewiele na ziemniakach
Przeróżnych motyli dziennych i nocnych za to sporo. Szerszenie chętnie zaglądają do nas pod dach i redukują ilość os w okolicy. Kruszczyca złotawka nuża się w każdym większym kwiatku, pławiąc się w pyłku i popijając nektarem... Przeróżnych chrząszczy-drewnojadów wszędzie pełno. Pająków dużych i małych, kolorowych, skaczących też mam zatrzęsienie, i trzeba na niektóre uważać, bo jak dziabną, to może porzędnie spuchnąć i goić się długo.
Biegaczowatych, spręzykowatych, biedronkowatych, stonkowatych, muchy, komary, ważki... takiej różnorodności, jaką mam na wsi, to ja nigdy wcześniej nie widziałam na tak małej powierzchni. Niektórych stworów nigdy wcześniej na oczy nie widziałam... może powinnam zainwestować w atlas entomologiczny?
Zapraszam więc owado i pająkolubnych

Cmentarz na szybach mam regularnie - wystarczy, że za miasto wyjadę.
Na wsi też mam prawdziwy urodzaj

Pchełki ziemne na spółkę ze słodyszkiem rzepakowym zniszczyły mi kapustowate w tym roku - słodyszek zeżarł kwiaty rzodkiewek i rukoli, a pchełki resztę. Turkucie są mniej widoczne i łaskawie podzieliły się ze mną truskawkami - przynajmniej wiem, że Senga Sengana jest niesmaczna. Czerwice trociniarki zrobiły blok wielorodzinny dla ptaków ze starej wierzby - przy sporym współudziale dzięciołów, olchom też się mocno obrywa. Pasikoniki zielone rozpleniły się, jak szarańcza i dobrze, bo to w zasadzie drapieżniki. O dziwo, stonki mam niewiele na ziemniakach

Biegaczowatych, spręzykowatych, biedronkowatych, stonkowatych, muchy, komary, ważki... takiej różnorodności, jaką mam na wsi, to ja nigdy wcześniej nie widziałam na tak małej powierzchni. Niektórych stworów nigdy wcześniej na oczy nie widziałam... może powinnam zainwestować w atlas entomologiczny?
Zapraszam więc owado i pająkolubnych

- jokaer
- -Moderator Forum-.
- Posty: 7591
- Od: 14 lut 2008, o 08:21
- Opryskiwacze MAROLEX: więcej niż 1 szt.
- Lokalizacja: Pogórze Ciężkowickie 385 m npm; na granicy Małopolski z Podkarpaciem
Re: Permakultura cz.2
U mnie podobnie, owadów zatrzęsienie, pająków i wszelkiego innego tałatajstwa, ale trudno , żeby nie było jak się mieszka w lesie.

Nie namawiam, absolutnie. Tylko, że w takim przypadku trzeba kosić i to często i wtedy nagle wychodzi dziurawiec, krwawnik, wrotycz, przetacznik, gajowiec żółty, bluszczyk kurdybanek, dąbrówka, krwiściąg, pięciornik i cała masa innego badziewiaNie, dziękuję. U mnie coś takiego rodzi dużo lebiody, rdestu ptasiego, przymiotna kanadyjskiego i białego, trochę szczawiku żółtego, karmnika, mniszka, chwastnicy, glistnika…

Pozdrawiam- Jola Spis treści w uprawie warzyw
----------------------------------------------------
Sprzedam/Kupię/Wymienię Moje krzyżówki Na pohybel zimie
----------------------------------------------------
Sprzedam/Kupię/Wymienię Moje krzyżówki Na pohybel zimie
- Andrzej997
- 500p
- Posty: 647
- Od: 21 lut 2020, o 14:41
- Opryskiwacze MAROLEX: 0 szt.
Re: Permakultura cz.2
U mnie już prawie 5 lat nie było koszone i nic nie zarosło. Jeśli rosną rośliny niskie, to tak jest. Wszystkie niechciane wyrywam ręcznie, czyli przede wszystkim trawę.vYVYv pisze: ↑27 cze 2024, o 19:27E, przynajmniej raz w roku trzeba kosić, inaczej teren się zadrzewi albo zakrzaczy.Andrzej997 pisze: ↑26 cze 2024, o 13:01 Koszenie by się odbywało rzadziej lub wcale.
…
Ze zbierania liści też można by zrezygnować
Z zostawianiem liści też ostrożnie – niektóre choroby grzybowe zimują w liściach, więc tam trzeba selekcję gatunkową zrobić.
Np. u mnie liście jabłoni idą koniecznie do śmietnika, a ubite liście "reszty" ogrodu lądują w klika miejsc jako bariera dla chwastów.
Co do liści to kolejna wmówiona nam bajka. To część tego ideału, żeby żaden owoc się nie zepsuł, żeby żaden listek nie był chory. Trzeba pryskać, chuchać dmuchać, kosić, itp.
Pozdrawiam, Andrzej
————————————
W ogrodzie walczę tylko z moim egoizmem.
————————————
W ogrodzie walczę tylko z moim egoizmem.
- Szczurbobik
- Przyjaciel Forum - gold
- Posty: 2727
- Od: 17 lut 2016, o 20:29
- Opryskiwacze MAROLEX: 1 szt.
- Lokalizacja: okolice Torunia
Re: Permakultura cz.2
Niezbieranie liści ma swoje wady i zalety. Wokół mojego ogrodu rosną olbrzymie dęby, lipy, klony i graby. W "sezonie liściowym" wygrabiam liście ze środka ogrodu (nie powiem z murawy, bo u mnie nie ma ścieżek, drzewa i krzewy rosną w murawie, jest kilka wydzielonych rabat i łączka kwietna). Wszystko co spadnie i co wiatr nawieje zostawiam w pasie wzdłuż ogrodzenia i w tzw. dzikim zakątku. Jeśli bym tego zaniechała, warstwa liści zadusiła by murawę z jej specyficznym ekosystemem.
Z kolei, tam gdzie liście zostawiam, rosną gatunki charakterystyczne dla grądu, od którego ogród oddziela jedynie siatka. Może sobie w tych liściach mieszkać i zimować co chce. Dodam jeszcze, że dużo z zebranych liści wysypuję na rabaty jako ściółkę i jako naturalne, darmowe okrycie dla wrażliwszych roślin na zimę.
Definitywnie wywalam jedynie liście roślin użytkowych (np. drzew owocowych) porażone przez choroby.
Najgłupszą rzeczą, którą musiałam robić u jednego klienta, przy pielęgnacji kosztownego ogrodu, który graniczył z lasem i w jednej części miał las przypominać, było zgrabianie liści opadłych z leśnych drzew i sypanie na ich miejsce kory (żeby wyglądało naturalnie) i oczywiście sztucznych nawozów
Z kolei, tam gdzie liście zostawiam, rosną gatunki charakterystyczne dla grądu, od którego ogród oddziela jedynie siatka. Może sobie w tych liściach mieszkać i zimować co chce. Dodam jeszcze, że dużo z zebranych liści wysypuję na rabaty jako ściółkę i jako naturalne, darmowe okrycie dla wrażliwszych roślin na zimę.
Definitywnie wywalam jedynie liście roślin użytkowych (np. drzew owocowych) porażone przez choroby.
Najgłupszą rzeczą, którą musiałam robić u jednego klienta, przy pielęgnacji kosztownego ogrodu, który graniczył z lasem i w jednej części miał las przypominać, było zgrabianie liści opadłych z leśnych drzew i sypanie na ich miejsce kory (żeby wyglądało naturalnie) i oczywiście sztucznych nawozów

Pozdrawiam Lucyna
- Andrzej997
- 500p
- Posty: 647
- Od: 21 lut 2020, o 14:41
- Opryskiwacze MAROLEX: 0 szt.
Re: Permakultura cz.2
Naczytał się pewnie, że liście są źródłem chorób, kora ma właściwości lecznicze, a w dzisiejszych czasach bez nawozu nic nie urośnie przecież.
Pozdrawiam, Andrzej
————————————
W ogrodzie walczę tylko z moim egoizmem.
————————————
W ogrodzie walczę tylko z moim egoizmem.