
Moje ogródkowe zmagania cz.4
- BOGULENKA
- 500p
- Posty: 839
- Od: 23 lis 2012, o 13:28
- Opryskiwacze MAROLEX: 1 szt.
- Lokalizacja: okolice Warszawy
Re: moje ogródkowe zmagania cz.4
Madziu, witaj. Bardzo klimatycznie u Ciebie, masz piękne, bardzo przytulne wnętrza, widać w nich mocno kobiecą, romantyczną duszę. Ja również życzę udanej wycieczki do kraju Mikołaja, bardzo zazdraszczam (oprócz godziny wylotu
).

Re: moje ogródkowe zmagania cz.4
Madziu- faktycznie, to Ty mi doradzałaś! Dzięki raz jeszcze.
Teraz mam zagwozdkę- jak zaimpregnować, skoro w murkach mogą siedzieć jaszczurki. U nas co roku mieszkają zwinki- urocze, wklejałam foto u siebie. Nie chciałabym ich potruć, chyba będę pryskać w środku dnia, albo rano- jest szansa, że będą wtedy na polowaniu..
Piesek mój był bardzo dumnym osobnikiem, mocno rozpieszczonym, potrafił też strzelać focha.. Obecny piesek, jak wracam np. po kilku dniach wakacji to wychodzi ze skóry z radości- a tamten piesek pierwsze kilka godzin po powrocie potrafił się troszkę boczyć i nawet smaczne kąski nie działały
Czytałam o mikołajkowym prezencie, jaki szykujesz. Świetna wyprawa przed Wami!! Zazdroszczę- chętnie sama bym pojechała bo brzmi superancko

Teraz mam zagwozdkę- jak zaimpregnować, skoro w murkach mogą siedzieć jaszczurki. U nas co roku mieszkają zwinki- urocze, wklejałam foto u siebie. Nie chciałabym ich potruć, chyba będę pryskać w środku dnia, albo rano- jest szansa, że będą wtedy na polowaniu..
Piesek mój był bardzo dumnym osobnikiem, mocno rozpieszczonym, potrafił też strzelać focha.. Obecny piesek, jak wracam np. po kilku dniach wakacji to wychodzi ze skóry z radości- a tamten piesek pierwsze kilka godzin po powrocie potrafił się troszkę boczyć i nawet smaczne kąski nie działały

Czytałam o mikołajkowym prezencie, jaki szykujesz. Świetna wyprawa przed Wami!! Zazdroszczę- chętnie sama bym pojechała bo brzmi superancko

-
- Przyjaciel Forum - gold
- Posty: 7196
- Od: 20 sty 2013, o 10:54
- Opryskiwacze MAROLEX: 1 szt.
- Lokalizacja: kujawsko - pomorskie
Re: moje ogródkowe zmagania cz.4
Madzia, bardzo mi się podoba. Te anioły są boskie 

- AGNESS
- Przyjaciel Forum - gold
- Posty: 24808
- Od: 5 wrz 2008, o 16:59
- Opryskiwacze MAROLEX: 1 szt.
- Lokalizacja: lubelskie
Re: moje ogródkowe zmagania cz.4
Madziu piękne miejsce dla pięknych aniołów
Tym Twoim lustrem zachwycam się bez końca.... cudo 


- gatita
- 500p
- Posty: 733
- Od: 15 kwie 2011, o 10:16
- Opryskiwacze MAROLEX: 0 szt.
- Lokalizacja: Warszawa
- Kontakt:
Re: moje ogródkowe zmagania cz.4

Madzia, cudne te Danowe aniołki


-
- Przyjaciel Forum - gold
- Posty: 8552
- Od: 15 paź 2010, o 00:18
- Opryskiwacze MAROLEX: 1 szt.
- Lokalizacja: śląskie
Re: moje ogródkowe zmagania cz.4
Hejka
Ale u ciebie ...straże i te sprawy
U mnie wieje ale nic takiego w pobliżu się nie dzieje
Byłabym ci wdzięczna jakbyś looknęła na tego ptaszorka
mój watek jakby co jest tu http://forumogrodnicze.info/viewtopic.php?f=2&t=67523 



Byłabym ci wdzięczna jakbyś looknęła na tego ptaszorka


- lulka
- Przyjaciel Forum - gold
- Posty: 5106
- Od: 31 mar 2011, o 12:38
- Opryskiwacze MAROLEX: 0 szt.
- Lokalizacja: mazowieckie/w-wa płd
Re: moje ogródkowe zmagania cz.4
Dziewczyny przepraszam, że tak ogólnie, ale muszę się dzisiaj sprężyć. Przede wszystkim dzień dobry dawno nie widzianym gościom
.
Wczorajsza noc pełna była wrażeń. Późnym wieczorem wjechało na nasze osiedle kilka wozów strażackich aby ugasić płonący dach w jednym z niezamieszkałych domów. Wiadomo, osiedle drewnianych domów, zapowiadane nawałnice z porywistym wiatrem, tym obawa większa aby jak efekt domina po kolei nie zaczęły się zajmować ogniem kolejne budynki
. Akcja ugaszanie trwała nie całą godzinę, na szczęście obyło się bez ofiar i kolejnych pożarów. Potem nadeszły zapowiadane wichury i było średnio przyjemnie. Zawsze w ekstrymalnych warunkach pogodowych płaczę w duchu myśląc o biednych, bezdomnych zwierzaczkach
. Tak już mam, ponieważ wszu=ystkie futrzaki kocham miłością wielką
Dzisiaj Mikołajki, więc zgodnie z naszą obietnicą powiedzieliśmy dziewczynkom o jutrzejszym wyjeździe. Nie spodziewałam się aż takich emocji
. Piski, uśmiech i szczęście na twarzy córek jest dla mnie najwiekszym prezentem Mikołajowym. Dzisiaj zapowiedziałam godzinę matki-policjantki i dzieci muszą grzecznie iść spać o godz.20 aby zwlec się z łóżek o 2.15
. Baterie aparatu się łądują, paszporty przygotowane, nastrój jest, więc do boju. Jutro czekają nas takie widoczki


Relację zdam w poniedziałek, bo obawiam się, że w niedzielę będę odsypiać imprezę

Wczorajsza noc pełna była wrażeń. Późnym wieczorem wjechało na nasze osiedle kilka wozów strażackich aby ugasić płonący dach w jednym z niezamieszkałych domów. Wiadomo, osiedle drewnianych domów, zapowiadane nawałnice z porywistym wiatrem, tym obawa większa aby jak efekt domina po kolei nie zaczęły się zajmować ogniem kolejne budynki



Dzisiaj Mikołajki, więc zgodnie z naszą obietnicą powiedzieliśmy dziewczynkom o jutrzejszym wyjeździe. Nie spodziewałam się aż takich emocji





Relację zdam w poniedziałek, bo obawiam się, że w niedzielę będę odsypiać imprezę
-
- Przyjaciel Forum - gold
- Posty: 8552
- Od: 15 paź 2010, o 00:18
- Opryskiwacze MAROLEX: 1 szt.
- Lokalizacja: śląskie
Re: moje ogródkowe zmagania cz.4
Magda wyśpij się i ty mamuśka i wspaniałej zabawy wam wszystkim życzę ...bo z ciebie też kawał fajnego dzieciaka
Ale co z lotem...no wiesz...wieje solidnie, nie odwołali 


Re: moje ogródkowe zmagania cz.4
Będzie fantastycznie! Bawcie się dobrze i bezpiecznego lotu! :*
- gatita
- 500p
- Posty: 733
- Od: 15 kwie 2011, o 10:16
- Opryskiwacze MAROLEX: 0 szt.
- Lokalizacja: Warszawa
- Kontakt:
Re: moje ogródkowe zmagania cz.4
Bawcie się dobrze
i oby wiatr zelżał do nocy !!!!

- AGNESS
- Przyjaciel Forum - gold
- Posty: 24808
- Od: 5 wrz 2008, o 16:59
- Opryskiwacze MAROLEX: 1 szt.
- Lokalizacja: lubelskie
Re: moje ogródkowe zmagania cz.4
Madziu mieliście straszne przeżycia nocą.... na szczęście wszystko skończyło się dobrze...
Życzę Wam wspaniałego, radosnego wypoczynku i cudownych wrażeń
Życzę Wam wspaniałego, radosnego wypoczynku i cudownych wrażeń

- aage
- Przyjaciel Forum - gold
- Posty: 9923
- Od: 7 mar 2008, o 13:01
- Opryskiwacze MAROLEX: 1 szt.
- Lokalizacja: Mój Zakątek
Re: moje ogródkowe zmagania cz.4
Bawcie się dobrze
Niezapomnianych wrażeń

Niezapomnianych wrażeń

Re: moje ogródkowe zmagania cz.4
Madziu! Jeszcze smacznie śpicie, ale za chwile pobudka i wspaniała podróż. Mam nadzieje, że paskudny wiatr nie pokrzyżuje waszych planów i lotnisko stanie na wysokości zadania! Pomysł na wycieczkę wspaniały, z niecierpliwością czekam na dużą- mam nadzieję- porcję zdjęć! Życzę niezapomnianych przeżyć 

- lulka
- Przyjaciel Forum - gold
- Posty: 5106
- Od: 31 mar 2011, o 12:38
- Opryskiwacze MAROLEX: 0 szt.
- Lokalizacja: mazowieckie/w-wa płd
Re: moje ogródkowe zmagania cz.4
Jestem
Bardzo zmęczona, ale cudownie szczęśliwa. Dziewczyny, dziękuję za wszystkie słowa-zabawa na prawdę była wyborna. Start z Warszawy był lekko rzucający, ale to tylko przez chwilkę, to samo było w powrotnej drodze z lądowaniem. Ogólnie lot zaliczony do spokojnych
O 8.40 czsu fińskiego dotarłyśmy na miejsce, było jeszcze ciemno. Lotnisko jak na lotnisko św. Mikołaja przywitało nas tak


Pierwszym miejscem do którego się udaliśmy była wypożyczalnia kombinezonów, w których wyglądało się mało korzystnie, bo zakłada się je na kombinezony, kurtki-zależy co kto ma na sobie jako drugą warstwę. Na początku zastanawiałam się, czy brać. Rozsądek jednak przemówił i mimo kompletnego komfortu to odzienie uratowało nas od przemarznięcia do kości. (Temperatura w dzień, czyli między godz. 10, a 13 wynosiła -14stC. Potem było koło -20.)

Potem ruszyliśmy na spotkanie ze św. mikołajem i tutaj niestety mam złe wieści, ponieważ w domu jegomości nie można robić zdjęć. Mam tylko odbitki kupione od nich. Dla potwierdzenia, że Santa jest mamy to

Oczywiście kolejka do samego nieba, czekałyśmy i czekałyśmy na uścisk dłoni. Samo spotkanie trwało ok.2 min. Jednak sceneria i wahadło od zegara sięgające spokojnie dwóch pięter, które towarzyszyło nam w oczekiwaniu na wizytę, elfowa,nastrojowa muzyka robiły atmosferę. Po uścisku dłoni wyruszyliśmy na farmę reniferó, którą wyobrażałam sobie zupełnie innaczej. Renifery były 3
-reszta podobno gdzieś dalej na pastwisku. Na owej farmie zaczynało powoli doskwierać zimno, jednak sytuacja została opanowana, bo w takich domkach

słuchaliśmy opowieści przy ognisku skąd się wzięli pierwsi mieszkańcy Laponii. Bardzo fajna atmosfera, którą w dużej mierze zrobiła właścicielka hodowli opowiadając z wielkim zaangażowaniem historię 4 wiatrów


W drugim domku czekały kanapki i ciepłe napoje podgrzewane w uroczych czajnikach

W drodze na farmę oraz w powrotnej do autokaru dzieciaki miały frajdę, korzystając z ogromnej ilości śniegu

Tuż po oglądnięciu 3 szt reniferów, wysłuchaniu opowieści i delikatnym rozgrzaniu stóp i rąk wyruszyliśmy do gł,ównej i bardzo oczekiwanej przez nas atrakcji, czyli na przejażdżkę psim zaprzęgiem. Mieliśmy farta, bo zaraz po opuszczeniu autokaru przechodził pan prowadzący renifery z saniami. Widok obłędny-zdjęcie ze specjalną dedykacją dla Aage

Do miejsca gdzie mieszkają pieski szliśmy przez drogę w lesie i już z daleka było słychać wycie, szczekanie i podekscytowanie piesków. Oszalałam z radości widząc taki obrazek

Po wysłuchaniu instrukcji co należy robić prowadzić zaprzęg pierwsza tura wyruszyła w cudowną, niezapomnianą, ekscytującą podróż saniami, a my (czyli druga tura) rozgrzewaliśmy się w chacie, robiło się coraz zimniej, a zmęczenie zaczynało dawać o sobie znać. Dowiedzieliśmy się wiele ciekawych rzeczy o pieskach husky. W ich hodowli jest ok 300 szt piesków aktywnych oraz ok 80 emerytów, które wiodą sobie sielskie życie. Wiosną psy nie biegają w zaprzęgach, wtedy mają wakacje kąpiąc się i biegając w okolicznych lasach
Tu stopy młodej

Gdy przyszła nasza kolej byłam w takiej euforii jak te wszystkie psiaki. Dzieci ze względów bezpieczeństwa pojechały z instruktorem siedziąc w saniach, a ja jako kobieta bez pary całą drogę sama prowadziłam zaprzęgnięte pieski. Cudownie mądre zwierzaki. Tu ja tuż przed startem. Zdjęć mało, bo trzeba się skupić w drodze. Sama jazda banalnie prosta, chociaż na początku wydawała się trudna

Po 20 minutowej przejażdżce wróciliśmy do autokaru zmarznięci tak, że ciężko było iść. Stopy mi tak zmarzły, że utykałam na nogę.
Wróciliśmy do wioski Mikołaja-czas wolny. Rozgrzewkę zaczęłyśmy od zakupów
Tutaj niestety tylko 1 zdjęcie zrobiłam, bo okazało się że również w tym miejscu zdjęć robić nie można

Dla osób lubiących atmosferę Bożego Narodzenia jest to istny raj. Agnieszka Aage prześladowała mnie na każdym kroku
. To dlatego, że słynie z zamiłowania do reniferów i wzorów norweskich. Tutaj tego zatrzęsienie. Sama uległam urokowi pewnej sukienki, a dołączyła do mnie starsza córka, więc kupiłyśmy 2 szt. Gadżetów, ozdób i kolor,ów jwst tyle, że ciężko się na coś zdecydować. Pewnie dlatego nie zaszalałyśmy za bardzo. Potem przekąsiłyśmy wyjątkowo pyszne fryty (dzień wolny od dietowania), jeszcze chwilkę poszopingowałyśmy, młoda pozjeżdżała na lodowej zjeżdżalni, troszkę polatałyśmy po wiosce i wróciłyśmy do domku. Energia w stanie zaawansowanej rezerwy pozwoliła dojechać na lotnisko w międzyczasie oddając wypożyczone kombinezony.
Jak na lotnisko Mikołaja przystało nie zabrakło na nim kominka

Gadać mogłabym drugie tyle, bo wrażeń masa. Dzień krótki, bo trwa zaledwie 4 godz, ten dzień wygląda jak u nas przed zmierzchem, czyli lekka szarówka. aha nie napisałam, że przez wioskę Mikołaja przechodzi linia koła biegunowego i jeden dzień w roku jest całkowicie nocny, a jeden całkowicie bez zachodu. Generalnie laponczykow nie powinno się tak nazywać, ponieważ jest to dla nich określenie obraźliwie. Poprawnie są to Samowie.
Wkleję kilka zdjęć tzw różnych, a potem trochę moich zimowych dekoracji, któe powoli zaczynam robić








przywieziony z Laponii





Miłego wieczoru

Bardzo zmęczona, ale cudownie szczęśliwa. Dziewczyny, dziękuję za wszystkie słowa-zabawa na prawdę była wyborna. Start z Warszawy był lekko rzucający, ale to tylko przez chwilkę, to samo było w powrotnej drodze z lądowaniem. Ogólnie lot zaliczony do spokojnych

O 8.40 czsu fińskiego dotarłyśmy na miejsce, było jeszcze ciemno. Lotnisko jak na lotnisko św. Mikołaja przywitało nas tak


Pierwszym miejscem do którego się udaliśmy była wypożyczalnia kombinezonów, w których wyglądało się mało korzystnie, bo zakłada się je na kombinezony, kurtki-zależy co kto ma na sobie jako drugą warstwę. Na początku zastanawiałam się, czy brać. Rozsądek jednak przemówił i mimo kompletnego komfortu to odzienie uratowało nas od przemarznięcia do kości. (Temperatura w dzień, czyli między godz. 10, a 13 wynosiła -14stC. Potem było koło -20.)

Potem ruszyliśmy na spotkanie ze św. mikołajem i tutaj niestety mam złe wieści, ponieważ w domu jegomości nie można robić zdjęć. Mam tylko odbitki kupione od nich. Dla potwierdzenia, że Santa jest mamy to

Oczywiście kolejka do samego nieba, czekałyśmy i czekałyśmy na uścisk dłoni. Samo spotkanie trwało ok.2 min. Jednak sceneria i wahadło od zegara sięgające spokojnie dwóch pięter, które towarzyszyło nam w oczekiwaniu na wizytę, elfowa,nastrojowa muzyka robiły atmosferę. Po uścisku dłoni wyruszyliśmy na farmę reniferó, którą wyobrażałam sobie zupełnie innaczej. Renifery były 3


słuchaliśmy opowieści przy ognisku skąd się wzięli pierwsi mieszkańcy Laponii. Bardzo fajna atmosfera, którą w dużej mierze zrobiła właścicielka hodowli opowiadając z wielkim zaangażowaniem historię 4 wiatrów


W drugim domku czekały kanapki i ciepłe napoje podgrzewane w uroczych czajnikach

W drodze na farmę oraz w powrotnej do autokaru dzieciaki miały frajdę, korzystając z ogromnej ilości śniegu

Tuż po oglądnięciu 3 szt reniferów, wysłuchaniu opowieści i delikatnym rozgrzaniu stóp i rąk wyruszyliśmy do gł,ównej i bardzo oczekiwanej przez nas atrakcji, czyli na przejażdżkę psim zaprzęgiem. Mieliśmy farta, bo zaraz po opuszczeniu autokaru przechodził pan prowadzący renifery z saniami. Widok obłędny-zdjęcie ze specjalną dedykacją dla Aage

Do miejsca gdzie mieszkają pieski szliśmy przez drogę w lesie i już z daleka było słychać wycie, szczekanie i podekscytowanie piesków. Oszalałam z radości widząc taki obrazek

Po wysłuchaniu instrukcji co należy robić prowadzić zaprzęg pierwsza tura wyruszyła w cudowną, niezapomnianą, ekscytującą podróż saniami, a my (czyli druga tura) rozgrzewaliśmy się w chacie, robiło się coraz zimniej, a zmęczenie zaczynało dawać o sobie znać. Dowiedzieliśmy się wiele ciekawych rzeczy o pieskach husky. W ich hodowli jest ok 300 szt piesków aktywnych oraz ok 80 emerytów, które wiodą sobie sielskie życie. Wiosną psy nie biegają w zaprzęgach, wtedy mają wakacje kąpiąc się i biegając w okolicznych lasach
Tu stopy młodej

Gdy przyszła nasza kolej byłam w takiej euforii jak te wszystkie psiaki. Dzieci ze względów bezpieczeństwa pojechały z instruktorem siedziąc w saniach, a ja jako kobieta bez pary całą drogę sama prowadziłam zaprzęgnięte pieski. Cudownie mądre zwierzaki. Tu ja tuż przed startem. Zdjęć mało, bo trzeba się skupić w drodze. Sama jazda banalnie prosta, chociaż na początku wydawała się trudna

Po 20 minutowej przejażdżce wróciliśmy do autokaru zmarznięci tak, że ciężko było iść. Stopy mi tak zmarzły, że utykałam na nogę.
Wróciliśmy do wioski Mikołaja-czas wolny. Rozgrzewkę zaczęłyśmy od zakupów


Dla osób lubiących atmosferę Bożego Narodzenia jest to istny raj. Agnieszka Aage prześladowała mnie na każdym kroku

Jak na lotnisko Mikołaja przystało nie zabrakło na nim kominka


Gadać mogłabym drugie tyle, bo wrażeń masa. Dzień krótki, bo trwa zaledwie 4 godz, ten dzień wygląda jak u nas przed zmierzchem, czyli lekka szarówka. aha nie napisałam, że przez wioskę Mikołaja przechodzi linia koła biegunowego i jeden dzień w roku jest całkowicie nocny, a jeden całkowicie bez zachodu. Generalnie laponczykow nie powinno się tak nazywać, ponieważ jest to dla nich określenie obraźliwie. Poprawnie są to Samowie.
Wkleję kilka zdjęć tzw różnych, a potem trochę moich zimowych dekoracji, któe powoli zaczynam robić








przywieziony z Laponii





Miłego wieczoru