Tak
Elu - zdaje mi się, że to jakiś jałowiec. Aparat ostatnio nie chce ze mną współpracować i nie daje sobie wymusić lampy i stąd takie zdjęcia, na których niezbyt wiele widać.
Podobny problem z fotkami miałam dzisiaj, ale może uda się na nich coś dojrzeć. Ostatnio przedstawiałam swoje klęski, porażki i błędy uprawowe, więc dziś postanowiłam pokazać coś bardziej pozytywnego, czego jeszcze nie udało mi się zniszczyć

(moje ukorzeniające się roślinki). Na początek begonia z miniaturowymi korzonkami, choć nie wiem, czy na zdjęciu będą widoczne, ale ja je widzę

:

; następnie passiflorki, które już od dłuższego czasu siedzą w słoiku i chyba pora wsadzić je do ziemi:

; pocięta na kilka kawałków gałązka monsterki - już wypuściła korzenie, a teraz czekam, czy ruszy z liśćmi i będzie gotowa do sadzenia:

; kolejna roślina to brzydal-pictus

(mam nadzieję, że następne liście już będą bez brązowych plam):

; szczepki baroka, które w założeniu mają posłużyć do zagęszczenia roślinki, z której je odcięłam:

; na koniec zostawiłam wychuchaną i wygłaskaną roślinkę, którą skubnęłam w centrum handlowym (ależ ja się bałam, że zaraz przybiegnie ochrona i będzie "dzika" awantura) - to była pierwsza i ostatnia próba z nią, dlatego tak się nad nią trzęsłam. Fikus, którego kilka razy widziałam, ale nie mogę się doszukać nazwy:
