Gosiu, boli to prawda... no i ta bezsilność... nic się nie da zrobić, bo to złodzieje nas pilnują.
A tak się cieszyłam że na święta będę miała swoje nowalijki... no cóż... obejdę się smakiem.
Jadziu, czego człowiek nie zrobi żeby mieć na jabole... bo jesteśmy przekonani że to tacy ludzie ukradli.
Ja już się z tym pogodziłam, ale wczoraj byłam zdruzgotana.
Madziu, całe szczęście że ja nie klnę, choć czasami by trzeba było...
Karolcia pisze:
Gabiś,trzeba mieć nadzieję,że im to wszystko uschnie i jakaś ość im w gardle stanie...

albo dostaną sraczki...
Boguśko, taki los działkowców...
Nie musisz mi nic darować... mam wysiane sałaty i niedługo tez urosną... mam nadzieję że te nóg nie dostaną.
A kobea... cóż... moja wina, bo za szybko ją wyniosłam na działkę.
Mogłam wystawić ją na balkon i potem od razu do gruntu... mam nauczkę.
Ale aż się boję jak posadzę pomidory, czy nie spotka ich taki sam los.
Boguśko, sprzedaj mi 10 arów, to sobie urządzę ogród na nowo i przeprowadzę się bliżej Ciebie...
Daniel, dzięki... poradzę sobie...
Dorotko, możesz mieć rację, ale nigdy tak się zdarzyło, żeby ukradli te same warzywa z kilku działek.
Jeśli coś zginęło to z jednej działki, a teraz z kilku.
Jakiś miesiąc temu wykopali też z kilku działek czosnek... powiedz... na co komu czosnek który dopiero co wylazł z ziemi ?
Mnie też nieraz coś ginęło, ale zazwyczaj były to iglaki i wrzosy... no nie... pomidory też kiedyś wyparowały z folii..
Wiesiu, chyba nie ma sposobu aby upilnować złodzieja... chyba że nocować na działce, ale ja bym się bała.
Psa chyba też nie można trzymać... pozostaje tylko mieć nadzieję że więcej nic nie ukradną...
chociaż któż to wie...
W zeszłym roku jesienią ukradli mi lampki solarowe... cały sezon były, a na jesień komuś się spodobały.
I tez nasza wina, bo mówiłam M żeby już schować bo jest szybko ciemno, ale nie chciał mnie słuchać...
Niby to żadne pieniądze, ale była to moja własność...
Dziękuję za wsparcie... 
jakoś to będzie...