Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Z gór wracałam zastanawiając się, co z tych zapowiadanych pąków uda mi się jeszcze zobaczyć. I okazuje się, że niektóre na mnie poczekały. Przekwitły Gymnocalycium bruchii, leeanum, ragonesei, ale zapowiadający się jasno baldianum jeden poczekał na mnie. Kwitnie też G.NN jak różyczka. Biały co prawda okazał się jednak jaśniutko różowym, ale to też piękne:
Na innych gymnolach dalej są pąki, więc jeszcze będzie kolorowo, parapet gymnolowy teraz bardziej w różowych odcieniach, bo G. damsii ma trzy kwiatki i też lekki odcień różu:
Przekwitły wprawdzie kwiaty Hamatocactusa, ale za to jedyny kwiat na nowym Notocactus submammulosus poczekał na mnie:
Strat po nieobecności w zasadzie nie ma, nie licząc Notocactus haselbergii który ostatecznie wylądował w koszu - nie przetrwał zimowej falangi wełnowców - tylko on jeden ucierpiał bardzo mocno i jak widać śmiertelnie. Ostatecznie zraziłam się do puchatych kaktusów z wełnistymi gęstymi czuprynami - na nich najtrudniej walczyć z paskudztwem, a i w porę zauważyć oznaki choroby dużo trudniej. To m.in. z tego powodu Espostoa wylądował na parapecie w pracy, bo ciągle się trzęsłam, czy pod tą czupryną nie gnieżdżą się jakieś
Ten rok nie będzie urodzajny dla moich Echinopsis eyriesii - duże ilości zawiązków puchowych nie będzie pąkami, a odrostami, coraz więcej tego. W poprzednich latach o tej porze było już dużo sporych pąków.

- aura chyba im nie sprzyjała tej wiosny, bo zimowanie miały w tym roku lepsze, nie licząc wełnowców. Za to na Echinopsis subdenudata pączków dużo :
