Witam w mglisty, sobotni wieczór

Jakie te dni teraz nieprzyzwoicie krótkie... Pociesza mnie jednak mocno zakodowana w pamięci myśl, że jeszcze tylko miesiąc i 2 dni, a dnia zacznie powoli przybywać
Aniu - witam Cię serdecznie

Cieszę się, że mogłam Cię poznać (choć tylko wirtualnie) dzięki tak wspaniałej akcji

Wczoraj emocje sięgały zenitu, prawda? Psiaki od lat są u mnie członkami rodziny, wiele z nich pożegnaliśmy; niektóre dożywały sędziwej starości, inne umierały dość młodo na nowotwory. Rozstania bolą niezależnie od tego, czy psiak żył z nami 4 lata czy 10. Nie wyobrażam sobie jednak domu bez nich.
Grażynko - dziękuję, Lorka niby lepiej.. W piątek byłyśmy na zdjęciu szwów, niestety w jednym miejscu rana sączy, więc wet zdjął tylko część szwów. W poniedziałek poprawka. Ma dobry apetyt, choć czasem zdarza się zwymiotować. Na spacery chodzi dość chętnie, ale to już nie są te same spacery.. Po załatwieniu najważniejszych spraw robi w tył zwrot i zagania panią do domu. Grażynko - u Ani czytałam, że uśpiłaś swoje róże. Możesz zdradzić, w jaki sposób? Przycięłaś, zdefoliowałaś, a może obrywasz pączki? Martwię się trochę swoimi, wypuszczają cały czas pączki

Z tą psią modą całkowicie się z Tobą zgadzam, pomijając już nawet przeróżne wydziwiane stroje, wystarczy przejść się na wystawę psów rasowych i przyjrzeć się przygotowaniom niektórych ras przed prezentacją...
Aniu - Okuś miał taki pooperacyjny kubraczek? Ale chyba przed spacerem musiałaś każdorazowo zdejmować? U suczki o tyle wygodniej, że może się bezproblemowo w nim załatwić. I tak kupiłyśmy drugi, Mama prawie codziennie jedno przepiera, suszy i tak w koło Macieju. Zobaczymy, co wet powie w poniedziałek, bo rana niezbyt ładnie się goi.
Dorotko - te kolorowe akcenty na różach trochę zaczynają mnie martwić, w końcu mamy połowę listopada. Powinny już spać, a im figle w głowie

Liczi to zmarzluch uwielbiający spać pod kołdrą
Misiu - też się łudzimy, że przed nią jeszcze co najmniej kilka miesięcy w dość dobrym zdrowiu i komforcie
Kolorowe akcenty z listopadowego ogrodu:
Bailando:
Eberwein po przesadzeniu do gruntu nadal kwitnie w najlepsze:
First Lady - kilka pączków spleśniało, uchował się mały bukiecik:
Friesia - listopadowe mega zaskoczenie. Posadzona wiosną, sadzonka z dwoma pędami, z czego jeden ledwo zaczął wypuszczać listki, już był złamany. Cały sezon kwitła marnie, zdecydowanie gorzej niż Friesia u Mamy rosnąca w donicy.
12 listopada:
I dzisiaj:
I jej sąsiadka - Julia Child na własnych korzeniach:
Pnąca Iceberg:
Lady of Shalott - wśród iglaków ma zacisznie i ciepło:
Zawzięte Mazowsze nadrabia cały zmarnowany sezon

Co prawda kolor trochę nie Mazowsza, ale może o tej porze roku tak właśnie powinien wyglądać?
Pomponella - twardzielka:
Puccini - mieszaniec piżmowy, którego zapach opisywany jest jako umiarkowany. W letnim kwitnieniu - zapachu zero. Dopiero, gdy w październiku sadziłam obok niego Krasnale, poczułam intensywny, wręcz upajający jak na późną jesień zapach
The Pilgrim - 12 listopada:
i dziś:
Pytanko do różanych specjalistek - czy jest szansa, że z tych pędów coś będzie? Wsadzone do mieszanki ziemi i piasku ok. miesiąca temu, gdy halny ułamał pęd Jazz. Żal było wyrzucić...
Nasz znajomy kociak z sąsiedztwa:
Pozdrawiam Was serdecznie!
